> Mulinowanie i inne wariactwa: koń

wtorek, 23 sierpnia 2016

Koń 2.0 - Finał!!

Tak, wiem! Nie było mnie tutaj miesiąc czasu!! Ale! Mam dwa powody tej abstynencji w sferze blogowej. Po pierwsze, okazało się, że przez przypadek (zupełnie jak w tamtym roku) pojechaliśmy na tygodniowy urlop za granicę. A jako, że wyjazd ten był zupełnie spontaniczny i przypadkowy, mieliśmy niecały tydzień na przygotowanie się do wylotu. Zatem była szaleńcza pogoń, żeby wszystko kupić (w końcu nawet stroju nie miałam - po co mi, skoro się nigdzie nie wybieram?) oraz szaleńcze ogarnianie spraw domowych, co by to moich rodziców można w miarę bezpiecznie zostawić samych. Niemniej jednak szaleństwo się udało, wyruszyliśmy na grecką wyspę Thassos, zwaną Szmaragdową Wyspą. Nie będę Was zanudzać moim wyjazdem, obserwacjami i milionem zdjęć, bo byście pousypiali! W każdym razie konkluzja jest prosta i przyjemna: wyspa piękna, widoki zapierające dech w piersiach, a my zresetowaliśmy się, pozwiedzaliśmy, wypoczęliśmy i wróciliśmy z nową rezerwą sił do życia codziennego. Polecam każdemu, jeżeli kiedyś będziecie mieć okazję - pięknie tam jest, naprawdę.
Drugim powodem mej abstynencji był wierny, aczkolwiek niesforny druh mój Lancelot. I tu wiadomość z ostatniej chwil: druh mój i wróg mój został ukończony, wykąpany, wyprasowany, oprawiony i wręczony! Tak! Słyszycie dobrze: skończyłam konia!!
Pomysł na konia zrodził się z potrzeby wręczenia prezentu wspaniałej kobiecie, zaraz na początku tego roku. Po długich poszukiwaniach odpowiedniego wzoru trafiłam na tego (jak mi się wtedy wydawało) wspaniałego ogiera. Haftować zaczęłam drania na czarnej kanwie 18 Ct, dwoma nitkami muliny DMC. No i haftowałam, płakałam i go nienawidziłam. Krzyżyki były okropne, ja byłam na skraju załamania, a koń rżał ze śmiechu. W kwietniu, po wyhaftowaniu kilku stron, stwierdziłam: "Nic z tego nie będzie! Nie dam rady tego tak wyhaftować!". Z żalem odcięłam wyhaftowany kawałek, wyrzuciłam do kosza i ,.. zaczęłam od nowa, jedną nitką, ucząc się metody parkowania (swoją drogą opanowałam trochę to parkowanie, przydatna umiejętność, aczkolwiek nie do każdego haftu). No i poszło, mozolnie i trudno, a każdy krzyżyk to droga przez piekło. Kolory szare, bure, brązowe, czarna, drobna kanwa i 16 stron wzoru. Nie było jak wiecie lekko, przyjemnie i kolorowo! Koń to był haft-wyzwanie. Mówiąc żargonem mojego męża: koń przeczołgał mnie przez niezły poligon! Byłam jednak twardym żołnierzem i zwyciężyłam nie tylko bitwę, ale i całą wojnę! I tak oto przed Wami dostojny Lancelot w całej okazałości:








 Dane techniczne:
Tkanina: Aida 18 Ct, czarna
Mulina: DMC, 27 kolorów
Wymiary haftu: 143 x 200 krzyżyków
Ramka: zakupiona w sklepie Foto-Max

Lancelot, nie da się ukryć urodziwy drań, trafił już dzisiaj do swojej właścicielki, która go pokochała od pierwszego wejrzenia. Mam nadzieję, że ze wzajemnością i że mój praktycznie ośmiomiesięczny przyjaciel, nieprzyjaciel będzie wiernie służył.
Przyznam szczerze, że jednak trochę smutno mi teraz, ale i wielki kamień spadł mi z serca! Mam to za sobą! Mogę się wziąć za inne rzeczy, czyli odgruzowanie Waszych wspaniałych blogów, naukę i sampler (no i może wrócę w końcu do swojej ukochanej Afrykanki!). A więc Kochani moi, po prawie ośmiu miesiącach niezwykle zaciętej walki, czas się pożegnać ze wspaniałym, odważnym i niezwykle wytrwałym Lancelotem! Żyj wspaniale Lancelocie na swej nowej równinie :) 

***
Poza tym dziękuję za piękny Wasz doping, bez Was ten koń by nigdy nie postawił całych kopyt na ziemi, zaległ by w szafie i świat by o nim nie usłyszał. To również Wasza zasługa, że wytrwaliście, że kopaliście mnie po tyłku i wierzyliście, że dam radę. Dałam, dzięki Wam :)
Ponadto witam nowych obserwatorów w moich skromnych, blogowych progach. Mam nadzieję, że będziecie się tutaj dobrze czuć :)
A teraz żegnam się z Wami, życzę udanego tygodnia! :)

PS Zdjęcia średniej jakości, ale musicie mi wybaczyć, to kwestia pośpiechu!

czwartek, 28 lipca 2016

Koń 2.0 (7)

Byłam przekonana, że dzisiaj uda mi się przyjść do Was ze skończonym nędznym Lancelotem. Niestety! Nie udało się! Jednakże, nadal przychodzę do Was z koniem. Jak wiecie, jest już dawno po terminie imieninowym. Jednak z koniem pod górkę mam, więc się nie wyrobiłam. Jestem optymistką do końca, myślałam: "do końca lipca skończę! już nie dużo zostało!". Okazuje się, że jednak nie skończę! Koń też do końca walczy :) 
Nie lubię go - ale to już wiecie. Nie sprawia mi przyjemności jego haftowanie - ale to już też wiecie. Za to będę miała przeogromną satysfakcję i będę przeogromnie szczęśliwa, jak go skończę. To będzie wspaniała chwila, kiedy postawię ostatni krzyżyk.
Nie zakładam już tego, kiedy nastąpi postawienie owego, zwycięskiego ostatniego krzyżyka, chociaż właściwie jestem już na ostatniej prostej. Nie nastawiam się. To jest dość już ponure, że się tak nie lubimy z tym koniem. Haftuję od dłuższego czasu tylko jego i z każdym krzyżykiem jest mi coraz ciężej. Ale! Sama sobie z niego wroga zrobiłam :)
W każdym razie, zostało do końca dwie stromy. Dwie strony zapełnione krzyżykami. Ostatnia prosta. Walczymy z koniem do końca!
Popatrzcie:

Tak było końcem czerwca

Obecnie



Zdjęcia nowej odsłony zrobione "z tamborka". Z dwóch przyczyn; po pierwsze, nie chciało mi się już drania ściągać, rozwijać (jeszcze by uciekł:)). Po drugie, chcę jednak dla Was zostawić element chociaż minimalnego zaskoczenia efektem końcowym - taki przekorny stworek ze mnie :)
Następnym razem, jak przyjdę do Was z koniem, będzie skończony i oprawiony :)

***
A teraz zmiana tematu. A właściwie podziękowania: Dziękuję Wam Kochane wszystkim z całego serca za przepiękne słowa, pochwały, doping i zachwyty nad albumem. Aż mi serce urosło :) Strasznie cieszę się, że nie tylko mnie i solenizantce się podoba, ale Wam również. Przyznaję - podkochuję się trochę w scrapbookingu. Nie będzie to ostatni album w moim życiu.
W każdym razie dziękuję Wam za to, że jesteście :) Wielkie uściski i buziaki Wam ślę! 

wtorek, 28 czerwca 2016

Koń 2.0 (6)

 A ja znowu do Was przychodzę z koniem! Wiem, nuda. Niestety jak i Wy, tak i ja musimy jeszcze się z nim pomęczyć trochę. Powiem tak: umęczona jestem koniem. Niemniej jednak haftować trzeba, bo czas kurczy się niesamowicie. 
Za mną następna strona. Wydaje mi się, że najgorszą stronę mam za sobą. Strona ta (haftowana przecież już drugi raz) przysporzyła mi wielu nerwów. Każdy krzyżyki to praktycznie inny kolor - nie wiem, dlaczego autor wzoru chciał tak utrudnić życie! W każdym razie każdy krzyżyk innym kolorem jest już wyzwaniem nieprzyjemnym, a do tego kolory ciemnoniebieskie, granatowe bardzo źle się wyszywa na czarnym materiale. Z prostego powodu - nie widać ich. Szczególnie, że ja wyszywam najczęściej późnym wieczorem, dlatego sytuacja ta jest męcząca. Mam tylko nadzieję, że efekt końcowy będzie zadowalający, a sam koń będzie prezentować się pięknie. 
W każdym razie po przeglądnięciu reszty stron wzory, przyznaję, że jeszcze ze dwie będą wymagające, natomiast resztę da się przeżyć. Plusem jest to, że niektóre strony to praktycznie czarne plamy, a jak wiecie, nie wyszywam czarnego - po to wzięłam kanwę w tym kolorze. Niemniej jednak, koń ten to próba mojego charakteru. W każdym razie najważniejsze, że strona za nami. Popatrzcie: 

Ostatnio koń miał tylko jedno ucho


Jak widzicie jeszcze trochę i już pysk cały będzie widać. Zdjęcia średniej jakości, nie zawsze potrafię dogadać się z aparatem. Następny post z koniem nie będzie szybko, ponieważ nie chcę Was zadręczać każdą nową stroną. Czasu niewiele, więc skupię się mocno na tym koniu. Jednakże mam nadzieję, że zanim przedstawię Wam kolejne postępy konia, będą mogła Wam pokazać urodzinowy prezent, który zamierzam wykonać. Moja bliska koleżanka ma urodziny w lipcu, więc muszę jej coś wręczyć. Nie chcę wręczać jej czegoś banalnego, tym bardziej, że póki co jest za granicą i tęskni. Ponadto, wiem, że jest to jedna z niewielu osób z mojego kręgu, która docenia moje zapędy rękodzielnicze. Dlatego chcę, żeby to był wyjątkowy prezent. Mam nadzieję, że uda mi się w ogóle wykonać to, co chcę zrobić :)

***
Serdecznie Wam dziękuję za doping w tym co robię, szczególnie za doping, jeżeli chodzi o konia! Nawet nie wiecie, jak mi się przydaje :)

wtorek, 14 czerwca 2016

Koń 2.0 (5)

Dzisiaj post na szybko, bo zaraz jadę do Lublina. Nadal haftuję konia. Nie ma powalających na ziemię postępów. Wynika to z faktu, że tylko na weekendzie mogłam stawiać krzyżyki. W każdym razie skończyłam kolejną stronę. Koń coś już widzi. Strona ta była przyjemna do haftowania: większe plamy kolorów, mniej pikselozy. Przede mną jeszcze jedna, bardzo męcząca strona, na której każdy krzyżyk, to inny kolor - znów będzie zabawa. Dlatego też sądzę, że kolejne postępy w koniu będą za długi czas. Niemniej jednak, dość paplania, czas Wam pokazać postępy:

Było tak
Obecnie

Zdjęcia średniej jakości, ale są. Jak widzicie, coś już tego konia widać. Oby kolejna strona mimo pikseolzy poszła równie szybko, jak ta :)
Dziękuję pięknie za komentarze, odwiedziny, doping - dajecie mi uśmiech i siłę ;) Pozdrawiam Was serdecznie, a teraz pędzę do Lublina :)

poniedziałek, 30 maja 2016

Koń 2.0 (4)

Wracamy do konia oczywiście. Termin zbliża się nieubłaganie, a ja oczywiście w lesie. Już dzisiaj wiem, że się nie wyrobię, ale cóż zrobić. Jak wiadomo: nie po drodze nam. Konia jednak haftuje się coraz przyjemniej, chyba się już z nim pogodziłam. Ponadto parę jaśniejszych kolorów zaczęło się, więc nie jest już tak szaro-buro. Wyłoniło się ucho jedno, więc jest postęp. Do końca naprawdę daleko, a mimo wszystko haftuje się dość ciężko. W każdym razie, postępy są dość widoczne. Wyszłam z założenia, że nie będę Was zamęczać każdym nowym przybyciem krzyżyków na kanwę, a co jakiś czas pokazywać będę większe postępy. Zatem oto proszę, kolejne ponad dwie strony skończone: 

Tak było na początku miesiąca
Obecnie






Kanwa bardzo pomięta, bo ciągle naciągnięta na tamborek. Do sesji zdjęłam haft z tamborka, no a przy okazji trochę dam mu odpocząć :) Jak widać od ostatniego czasu, czyli od początku maja przybyło sporo, jednak nie na tyle dużo, bym mogła powiedzieć: "wyrobię się". Okazuje się, że za wolno stawiam krzyżyki, by go tak szybko skończyć, jak mi się wydawało, że skończę. Nie jestem nawet w połowie, więc jest ciężko. Wiadomo, jakby nie przygody, to może się wyrobiła. Ale to pewnie i tak moja płonna nadzieja. 
Sampler powoli też się robi, bardzo powoli, bo jednak koń jest priorytetem. Do października jeszcze trochę czasu w końcu. A do końca czerwca już naprawdę niedługo. Nie da rady żebym zdążyła, ale już teraz nic nie zrobię - wręczę prezent opóźniony, trudno. 

***
Dziękuję za piękne słowa dotyczące haftowaniu na lnie. Dodajecie mi skrzydeł i wiary, że dam radę ;) Dziękuję również za wszelkie wskazówki i rady - są bardzo pomocne :) Życzę Wam Kochani miłego tygodnia :)

piątek, 6 maja 2016

Monotematycznie: koń 2.0 - odsłona 3

Wiem, zrobiłam się i nudna, i przewidywalna, i niesystematyczna zarówno w hafcie, jak i w blogowaniu. Jednak są cztery przyczyny tego marnego stanu rzeczy. Po pierwsze, koń mnie stopuje i zbliżający się termin urodzin/imienin: czerwiec/lipiec. Bardzo zależy mi na skończeniu tego konia i na podarowaniu go w ręce pewnej dobrej osoby. Jednakże, jak same wiecie: nie po drodze nam. Po drugie, mam w domu mini szpital: mąż smarka, tato jest po poważnej operacji z powikłaniami, a ja sama rozłożona zostałam przez przeziębione oskrzela. Po trzecie, wymieniamy ogrodzenie i bramę, a jak wiecie gdy są robotnicy i jakiekolwiek remonty, to nie ma czasu. No i po czwarte, zbliżająca się sesja na doktoracie i egzaminu. Zatem, wybaczcie mi nie tylko monotematyczność, ale i niewielką aktywność ostatnio. Nie składa mi się nic póki co. Niemniej jednak, nie przyszłam tu narzekać (no może troszeczkę :)), a pokazać Wam, że żyję, że pamiętam, że coś tam haftuję.
Marzy mi się odskocznia: jakiś kolorowy haft, albo przynajmniej powrót do soczystych kolorów Afrykanki. Aby nie kusić losu, schowałam wszystkie hafty do szuflady. Został tylko koń. Nie ma czasu na opierdzielanie się i marudzenie i w ogóle. Skupiam się na koniu, na Lancelocie (jak go sobie nazwałam). Idzie jak po grudzie, ale idzie i to najważniejsze.
Coraz lepiej wychodzi mi też parkowanie. Chociaż uważam, że parkowanie najlepiej jednak wychodzi na krośnie. Nie mam krosna, ale przynajmniej tak mi się wydaje. Albo chociaż na tamborku, który posiada stojak, czy rączkę, czy jak to się tam nazywa. Przeszkadzają mi plątające się po brzuchu nitki (bo zazwyczaj haftuje zwinięta w fotelu, rzucając okiem na ekran monitora, gdzie leci serial). Po drugie, trzymanie tamborka i ciągłe zmienianie igieł jest dość uporczywe i niewygodne. Sama metoda wydaje mi się coraz lepsza. Przynajmniej jeżeli chodzi o konia, gdzie nie ma płatów, grup kolorów, a jedynie pojedyncze kolorki i straszne piksele. Póki co nie wyobrażam sobie jednak parkowania np. przy Afrykance. Ale kto mnie tam wie, co wymyślę.
W każdym razie podziwiajcie nędzne postępy:

Tak było
A tak jest teraz


Postęp marnawy. Myślałam, że w tym tygodniu skończę kolejną stronę, ale się nie zanosi na to niestety. Nie wiem, doprawdy nie wiem, jak ja się wyrobię i jak Was nie zanudzę na śmierć. Coś wymyślę, a Wam serdecznie dziękuję za doping i ciepłe słowa - przydają się, szczególnie wtedy, kiedy mam ochotę rzucić tamborkiem o ziemię :)
Pozdrawiam Was wiosennie ;)

wtorek, 26 kwietnia 2016

Koń 2.0 (2)

Nie po drodze mi z tym koniem. Miałam ostatnio raptem trzy wieczory, które mogłam poświęcić na haftowanie. No to wzięłam konia - wszakże termin zbliża się nieubłaganie. Wyszywam sobie spokojnie kolejne krzyżyki (po raz drugi te same). Parkuje sobie nitki. Coraz lepiej mi idzie. Grzywa rośnie sobie dość szybko. Okazuje się, że nie taki koń straszny jak go namalowałam (czy też nahaftowałam). Skreślam kolejne krzyżyki na schemacie. Panie i Panowie: kończę pierwszą stronę w dwa wieczory. Tadam!
Ale! Oczywiście: BŁĄD! Moja mądra głowa biorąc się za konia w drugi wieczór, źle policzyła miejsce, w którym powinna zacząć haftować. I takim oto cudem, część konia została wyhaftowana nie w tym miejscu co trzeba, czyli przesunęłam część grzywy o dwa miejsca w prawo. I co tu zrobić? Siedziałam i główkowałam. No i wyszło mi, że jak tak zostawię, to koń w efekcie wyjdzie przecież krzywo i pokracznie. Więc, cóż było zrobić? Trzeba było pruć.
Wyprułam. Załamałam ręce. Trzeci wieczór poświęciłam na nadgonienie tego, co musiałam wypruć. Jest źle. Z koniem się nie dogaduję (a przecież prawdzie, żywe konie kocham). Co zrobić? Z chęcią bym rzuciła haft w kąt. Ale koń się sam nie dokończy, nie oprawi i nie wręczy się w podzięce za dobre serce. Więc, trzeba znów wziąć konia na tamborek i stawiać kolejne krzyżyki. Mam nadzieję, że to już ostatni błąd. Mam nadzieję, ze kolejne kilkanaście stron poleci szybko, bezbłędnie.

Tak było ostatnio

Obecnie



Gdyby nie błąd, już byłoby zdecydowanie więcej. A tak. Nie po drodze nam. Zdecydowanie nie nie po drodze.
***
W ogóle chciałabym Wam podziękować za doping, za miłe słowa. To wiele dla mnie znaczy. Szczególnie, że z Koniem jest, jak jest. Dziękuję za doping i wiarę. Dziękuję też za cierpliwość co do mojej monotematyczności nie tylko haftów (Afrykanka, Koń), ale również co do monotematyczności czarnej kanwy. Przyznaję: to przypadek, że oba hafty są na czarnej kanwie, co do której się przekonałam. Nie stwarza mi już problemów, tak jak na początku. W każdym razie, dziękuję Wam za to, że jesteście.
***
Poza tym zapraszam Was również do przyłączenia się do zabaw i do świętowania zarówno pierwszej rocznicy bloga Hafciarki, jak i siódmej rocznicy bloga Raeszki. Banerki zabaw w pasku bocznym, a Dziewczynom jeszcze raz: wiele lat blogowania i haftowania życzę :) 

sobota, 9 kwietnia 2016

Nowy start - koń 2.0 (1)

Nie dałam rady na to patrzeć. No po prostu nie mogłam, nie chciałam. Tym krzyżykom było zdecydowanie za ciasno. Zrobił się z nich w niektórych miejscach dosłownie: zmechacony dywan. Co więcej, niektóre nitki "popękały" i z krzyżyków, zostały półkrzyżyki. Dlatego stwierdziłam: nie może być tak byle jak, tak brzydko i nieładnie. Odcięłam wyhaftowane miejsce i wrzuciłam do kosza. Od nowa oznaczyłam dziesiątki na kanwie, i zaczęłam haftować tym razem jedną nitką, metodą parkowania. Na razie, jest trudno, bo nowa metoda nastręcza mi jeszcze nieco trudności - gdzie parkować, czy przeciągnąć, jak to zrobić. Tym bardziej, że jak już wspominałam (a raczej ciągle narzekałam) wzór to istna plątanina pojedynczych krzyżyków w odmiennych odcieniach. Niemniej jednak póki co, jestem zadowolona z tego, że wywaliłam tamtą część (choć szkoda mi zarówno muliny, jak i czasu poświęconego na wyhaftowanie trzech stron!). Krzyżyki wychodzą równo, nie cisną się i wyglądają o niebo lepiej aniżeli poprzednie. Różnica jest widoczna i zdecydowana. Oczywiście przez ten ruch mam mega opóźnienie! Do czerwca wzór ma być wyhaftowany i wręczony w prezencie, a ja już czuję w kościach, że chyba nie zdążę. Ale! Przynajmniej wzór będzie wyhaftowany starannie, krzyżyki równe, a ja się nie będę wstydzić, że dałam komuś w prezencie dziadostwo :)
Nowy postęp jest znikomy, gdyż generalnie nie mam czasu na haftowanie. Ale jakiś jest i to jest najważniejsze. Zatem koniec gadania, czas Wam pokazać konia w nowej, pierwszej-niepierwszej odsłonie: 





Dziękuję Wam za piękny doping i cierpliwość do monotematyczności. Teraz trzymajcie kciuki, żebym zdążyła z koniem-prezentem na czas :) 

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Koń (3)

Staję się monotematyczna - znowu koń. I to na dodatek niewielkie postępy w koniu. Jednakże za mną kolejna już strona, która dla mnie jest dużym krokiem naprzód. Od ostatniego posta nic się nie zmieniło: nie lubię go nadal. Jakoś bardzo źle mi się wyszywa ten wzór. Przekonać się do niego nie mogę w ogóle. I męczę ten haft okrutnie. I to o dziwo, nie chodzi o czarną kanwę. Sama czarna kanwa nie jest zła w wyszywaniu - normalnie się stawia krzyżyki, jak na innych kolorach. Nawet bym powiedziała, że lubię czarną kanwę. Przy Afrykance nie męczy mnie ani kanwa, ani wzór, ani kolory - wyszywa mi się ją super, a co więcej dość szybko, jak na moje marne tempo. A tutaj? Dręczę się, męczę, popłakuję nad każdym krzyżykiem, popiskuję. Ah! Niemniej jednak widać już ucho i trochę grzywki konia. Nie ma co gadać, sami zobaczcie:

Tak było ostatnio



Poza tym, mam mocne postanowienie: kolejna strona będzie parkowaniem robiona - może mi to pomoże zarówno w tempie haftu, jak i w jakości krzyżyków. Zauważyłam, że krzyżyki niezbyt piękne wychodzą. Myślę, że to po pierwsze, wina techniki wyszywania, czyli kolorami. Koń to straszny rozrzut kolorów: tu jeden krzyżyk, tam dwa - dlatego te krzyżyki nie zachwycają. Po drugie, jak tak sobie nad tym główkuję, to może być to również wina dwóch nitek, którymi wyszywam. Może powinnam wyszywać jedną? Sama już nie wiem. Teraz w sumie to i tak bez znaczenia. Jednak tak sobie dumam na przyszłość, że może jednak to powinna być pojedyncza nitka. W każdym razie, parkowanie - może ono pomoże. Póki co, to ostatni bastion nadziei, że tego konia można przyjemnie wyszywać. Na razie staram się jak najwięcej dowiedzieć się jeżeli chodzi o to parkowanie - podpatruję jak Wy to robicie, jakie są na to sposoby. No i teoria spoko, ale w praktyce nadal chyba będzie mi to ciężko ogarnąć. Ale! Będę dzielna, nie złamię się.
Uciekam wojować z codziennością :) Trzymajcie się ciepło i wiosennie :)

czwartek, 24 marca 2016

Koń (2)

No dobra: nie lubię go. Wkurza mnie niesamowicie. To ciemne tło, te szaro-bure kolory, te rozrzucone w każdą stronę pojedyncze krzyżyki. Nie podoba mi się, ciężko mi się haftuje. Bardzo nie lubię wzorów, gdzie np. na stronie jest tylko i wyłącznie jeden krzyżyk danego koloru, a kolejny krzyżyk w tym kolorze jest dwie strony później! Albo, gdy krzyżyki są tak porozrzucane, że ciężko mówić o jakiejkolwiek logice. Ponadto ta strona konia, w której są tylko szaro-niebieskie kolory jest straszna, męcząca. Nie wiem, jak ja to skończę, nie wiem, kiedy ja to skończę. Jest ciężko. Ah! Potrzebuję wesołego, kolorowego wzoru i braku terminów. A tu termin goni, a koń (choć pewnie będzie piękny) póki co jest smutny. Postępy dlatego są dość znikome i marne, ale są.

Tak było ostatnio
Obecny stan



Jak widać - szału nie ma. Zaczęłam haftować z drugiej strony, bo mi tak wygodniej, no i im szybciej te szaro-niebieskie kolory wyhaftuje, tym lepiej. Za mną już dwie strony wzoru, ale przede mną jeszcze jeszcze jakieś 13 stron. No nic, trzeba to zmęczyć, dosłownie zmęczyć.
Próbowałam ponadto metody parkowania, ale póki co mi zupełnie  nie wychodzi. W teorii spoko, ale w praktyce nie ogarniam, nie przekonuje się jeszcze go tego. Ale, że każdy krzyżyk osobno, po kolei? Ciężka sprawa. Nie ogarniam.
W ogóle ta Wena nie kwapi się do współpracy - niby wróciła, ale grymasi, że nie to, że nie takie, że w ogóle to co innego. Nie da się na razie z nią dogadać, ani trochę.

***
A teraz chciałabym Wam Kochane życzyć zdrowych, pogodnych, błogosławionych Świąt Wielkiej Nocy, smacznego jajka oraz mokrego śmigusa-dyngusa. Wesołego Alleluja!

poniedziałek, 29 lutego 2016

Koń (1)

Z Zofią nadal się zapoznajemy, chociaż nie mam zbyt wiele czasu ostatnio - bardzo burzliwy okres nastał w moim życiu, a właściwie to był burzliwy tydzień po prostu. Dziękuję serdecznie wszystkim za doping w nauce opanowania tejże Pani :) Póki co, uczę się stawiać prosto ścieg prosty :)
Oprócz bojów z maszyną, oczywiście stawiam krzyżyki w koniu. Za mną pierwsza cała strona. Przyznam szczerze: ciężko mi się haftuje tego konia. Nie wiem, dlaczego tak się dzieje. Chociaż! Dobrze, że mnie nie podkusiło do haftowania na jasnej Aidzie. Schemat jest rozpisany na jasny materiał, a zatem obejmuje wszystkie czarne krzyżyki, co w schemacie określone jest poprzez zamalowany na czarno kwadracik. Tyle tych czarnych kwadracików jest, że jakbym nadal była taka niedouczona jak wcześniej, to bym siedziała nad tym koniem i płakała. I stawiała te czarne krzyżyki. Na szczęście doświadczenie (o jak dobrze już je mieć) podpowiedziało mi; czarna kanwa będzie dobra. No i tym sposobem nie stawiam setek (a właściwie 12 637 krzyżyków) krzyżyków w kolorze czarnym. W każdym razie; koń się robi. Za jakiś  (dłuugi) czas zacznie dumnie pozować na czarnej kanwie. A oto wspaniała grzywa, a raczej jej kawałek:





Ponadto zapisałam się na Candy do Szarlotki. Zapraszam wszystkich do wspólnego świętowania trzecich urodzin Jej bloga. Banerek do zabawy, zamieszczony jest oczywiście w pasku bocznym.
Pozdrawiam serdecznie!

wtorek, 2 lutego 2016

Z innej beczki

Dzisiaj z innej beczki. Chciałam trochę złapać oddechu od muszli i Afrykanki oraz od nowości, których jeszcze nie zaczęłam, a na które się przygotowuję. Z tego też względu wyhaftowałam malutką sówkę, której wzór miałam z jednego z numerów Kram z robótkami. Sówka powstała z myślą o mojej przyjaciółce, która jak tylko zobaczyła to maleństwo, stwierdziła, że bardzo chce takie. Jednak zaznaczyła, że w kolorze to ona jej nie chce. Chce ją czarno-szarą. Prośba padła jeszcze wiosną tamtego roku - mnie jakoś nigdy po drodze z tą sówką nie było. Jednak zbliżają się jej urodziny w marcu, więc pomyślałam - a co tam. Fakt, nie byłam przekonana do szarości, jednak po wyhaftowaniu jestem zadowolona :) A oto maleństwo:



Ponadto zakupiłam, również muliny do konia i przyznam szczerze: dziwią mnie te kolory - tyle niebieskiego, że aż dziw. No ale będziemy haftować, będziemy widzieć, co to rośnie :) Mam nadzieję, że urośnie piękny rumak.


Dodatkowo zakupiłam również pudełko z bobinkami na muliny - uwielbiam porządek i nawinięte muliny na bobinkę - oraz Cross Stitch Collection z pięknym ślubnym samplerem. Zakochałam się w nim, a że owa przyjaciółka od sówki, ma w tym roku ślub, długo szukałam ładnego wzoru na prezent, aż trafiłam (a właściwie trafiła mnie strzała amora w samo serce).


 

 No to tyle z nowych nowości. Uciekam do pracy i do muszli :) Życzę wszystkim miłego dnia!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...