> Mulinowanie i inne wariactwa: African Lady

czwartek, 3 stycznia 2019

African Lady - odsłona 13 , czyli finał!

Kochani!
Nie było mnie tu bardzo, bardzo długo, bo ostatni wpis datowany jest na 9 maj 2018 rok. Wynika z tego, że nie byłam tu ponad pół roku. Nie pisałam postów, nie komentowałam, nie udzielałam się w zabawach. Jedyne co robiłam, to regularnie przeglądałam Wasze blogi, więc chociaż z Waszymi pracami jestem w miarę na bieżąco.
Znikłam z dnia na dzień, bez słowa i za to Was przepraszam. Życie weryfikuje wiele rzeczy. Moje życie zdominował Ignacy, żłobek, jego choroby, pójście na pełen etat do pracy, powrót na studia doktoranckie, otwieranie przewodu, wykładanie studentom, praca męża i jego studia oraz domowe obowiązki. Brakło już weny i chęci na blogowanie. Jakoś poczułam się na tyle zmęczona i wypluta, że nawet nie chciało mi się postawić kropki nad i, a co dopiero mówić o aktywnym uczestnictwie w blogosferze.
Nie wiem, czy wróciłam. Na razie wątpię. Pewnie dopóki nie otworzę przewodu, nie pozałatwiam formalności uczelnianych, nie wyjdziemy z pasma chorób Ignacego, to mnie nie będzie. Blog więc póki co pewnie jest zawieszony. Nie mówię, że nie wrócę tu w ogóle, bo na pewno wrócę. Tylko nie wiem kiedy i nie chcę Wam robić nadziei.
Jednak dzisiaj jestem, ponieważ uważam, że Wam się należy ten post. I Wam, i mnie. Z jednego prostego powodu: skończyłam Afrykankę!! Tak po trzech latach dłubania w Nowy Rok postawiłam ostatni krzyżyk. A nawet oprawiłam ją. A więc Kochani bez zbędnego gadania, oto ona w całej swojej okazałości:
Dane techniczne:
Wzór: African Lady, Lanarte
Materiał: Aida 16 Ct, Zweigart
Mulina: DMC, 28 kolorów
Ilość krzyżyków: 186*258
Rozmiar: 29,5*41
Ramka: zakupiona w Ikei

Jestem zakochana w niej totalnie i dumna, że udało mi się ją skończyć. Bo to różnie z nią było przez te trzy lata. Pierwsze krzyżyki postawiłam początkiem stycznia 2016 roku. Pierwszy post o Afrykance powstał 10 stycznia 2016 roku (możecie dla przypomnienia zajrzeć, o tutaj). W między czasie udało mi się wyhaftować: muszle od Dimensions (przypominamy sobie muszle), Lancelota (koń), sampler (Forever & Always), śnieżynki (te od Igiełki), gnomka (gostek od Coricamo), Magiczne Fuksje (które znajdzie o tutaj). Ponadto, zaczęłam haftować Hortensje i Tęczowego kota. Dodatkowo, zapałałam miłością i pasją do scrapbookingu, a więc powstało kilka albumów i kartek.
Przez te trzy lata dużo się działo, Afrykanka raz wracała na tamborek, innym razem chowała się w szufladzie na długie miesiące. Niemniej jednak, dzisiaj jest piękna, dostojna i cieszy mojego oko. Mam nadzieję, że i Wam się podoba.
Powiem Wam w tajemnicy, że trochę mi szkoda, że to koniec tej afrykańskiej przygody. Zawsze tak mam, jak skończę haft. Za bardzo związuję się z haftem, a później mi smutno w głębi duszy, że to już koniec.
Dziękuję Wam za wszystko, życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i proszę o cierpliwość. Wrócę.

środa, 18 kwietnia 2018

African Lady (12) i Cross Stitch Saga

Kochani!
Dzisiaj od dawna zapowiadany post. Ostatnio na blogu albo cisza, albo kartki. A ja haftuję jednak. Może niewiele, może niedużo, ale jednak! Wiem, że pewnie spodziewaliście się po cichu, że wpadnę tutaj z finałem Afrykanki. Niestety! To jeszcze nie koniec! Wiem, wiem, zrobiła się z tego niekończąca się historia. Ale! Już widać finisz. Skończę ją jak tylko będę mogła najszybciej, bo aż nogami przebieram na ten koniec.
Odsłona Afrykanki dzisiaj jest już dwunastą. Mam nadzieję, że trzynastka będzie dla mnie szczęśliwa w tym temacie. Ostatnio Afrykanka wyglądała, o tak! Dzisiaj nie zobaczycie, jak wygląda w całości, ale jedynie na tamborku:
Odsłona nietypowa bo w towarzystwie moich nowych hafciarskich gadżetów. Po pierwsze, spełniłam swoje marzenie i zakupiłam sobie ramkę do haftowania. No i powiem Wam, że na razie uczę się jej obsługi. Czasami ciężko mi się naciąga kanwę, ale może to być spowodowane miejscem haftowania, a więc przy samym brzegu. Z tego też względu chwilami ciężko materiał złapać. Ale! Jak dobrze uda mi się naciągnąć to haftuje się świetnie. 
Po drugie, aplikacja Cross Stitch Saga. Historia tej aplikacji zaczyna się od moich urodzin, ponieważ na urodziny dostałam tablet. Oczywiście tablet w pierwotnej wersji miał mi służyć do celów naukowych (wiadomo wyjazdy na zajęcia, konferencje - po co taszczyć ze sobą laptop, jak można wziąć tablet). Ale! Nie byłabym hafciarką, gdybym nie wykombinowała, że przecież istnieją hafciarskie aplikacje, które mają za zadanie ułatwiać życie. Powiem Wam, że generalnie jestem dość ostrożna i sceptyczna do wszelkich nowinek technicznych. A więc tablet nigdy mnie nie kręcił, ani żadne aplikacje. Ale! Skoro już go mam, to po długiej dyskusji sama ze sobą zdecydowałam się na zakupienie aplikacji. Oczywiście minęły wieki zanim się zdecydowałam, czy lepiej Cross Stitch Sagę, czy może jednak Crossty. Zdecydowałam się na CSS, ponieważ doczytałam, że ostatnio są jakieś problemy z aktualizacją Crossty. Na ile to prawdy, to nie wiem. Jednak stwierdziłam, że nie będę ryzykować. No i po zakupie stałam się nowoczesną hafciarką!
Przyznam szczerze, że początkowo podchodziłam jak pies do jeża. Poza tym, to ile czasu spędziłam na przerabianiu wzorów z pdf na rozszerzenie xsd (bo jest to główne rozszerzenie, które obsługuje CSS), to jest nie do pomyślenia. Spędziłam mnóstwo wieczorów na buszowaniu po rosyjskich stronach (nie znam rosyjskiego w ogóle, nie mówiąc już o tym, że wszystkie instrukcje są w cyrylicy!), wylałam mnóstwo łez i parę razy miałam ochotę rzucić tym tabletem o ziemię. Ale! Udało się! W miarę opanowałam przerabianie wzorów (tyle, o ile) i mam w końcu zarówno Afrykankę, jak i kota na tablecie. I zakochałam się w tej aplikacji totalnie (nie licząc oczywiście problemów z przeróbką wzorów)! Szybciej mi się wyszywa i przyjemniej. Można podkreślić sobie dany kolor w całym wzorze i wyszywać kolorami. Można parkować, bo są specjalne siatki do parkowania. Można zaznaczyć dany obszar i się nie zgubić. Można obliczyć rozmiar wzoru na dowolnej tkaninie. Można sprawdzić swoje statystyki, co jak dla mnie jest wspaniałe. Okazuje się, że parę krzyżyków postawionych w dzień to tak naprawdę aż 100! A to motywuje. Aplikacja naprawdę świetna i jak będziecie się kiedyś nad nią zastanawiali, to polecam. Choć trzeba się przygotować na zdobycie nowej umiejętności, a więc przerabianie wzorów. A oto mała zajawka:
Aplikacja bardzo intuicyjna. No i okazuje się, że mam już ponad 80% wzoru wyhaftowane. Na czwartym zdjęciu widać też, ile mniej więcej zostało mi do wyhaftowania (to ten niezamalowany obszar). Dużo i niedużo, ale mam nadzieję, że teraz już będzie z górki :)
Kończę ten przydługi post i życzę Wam udanego dnia! :) 

poniedziałek, 25 września 2017

African Lady (11)

Witajcie w ten pochmurny poniedziałek!
Gadałam i gadałam o tej Afrykance, że jest, że się robi, że w końcu pokażę. No i wreszcie jestem! Afrykanka umilała mi ostatnie dni ciąży. Bardzo wspaniale się ją robiło i dla mnie to jest cudo a nie haft! Naprawdę nie mogę się doczekać, aż ją skończę i zawiśnie na ścianie. Mój mąż również chodzi i co jakiś czas się pyta: "a tę Afrykankę, to kiedy skończysz?". Fakt, już dawno powinnam ją skończyć, wszak zaczęłam ją haftować w styczniu tamtego roku! Toż to prawie dwa lata zaraz będzie! Kiedy to minęło? No kiedy? Zawsze coś ważniejszego: a to Lancelot, a to sampler ślubny, a to teraz Hortensje dla Coricamo. A Afrykanka leży i się kurzy! No powiem Wam, że te prawie dwa lata to mnie zaskoczyły i teraz to się chyba zmobilizuję i ją skończę wreszcie! No niemniej jednak popatrzcie na tą cudowną afrykańską piękność:
Tak było ostatnio
Sesja jeszcze letnia, bo robiona przed samym porodem. Od tego czasu żaden krzyżyk nie przybył, więc stan jak najbardziej aktualny. Ah! Rozpływam się nad tym haftem za każdym razem, jak go widzę. Muszę ją skończyć jeszcze w tym roku, bo to przerosło moje wszelkie oczekiwania. Mam nadzieję, że mi się uda! Trzymajcie kciuki :) 

***
Oczywiście kolejny raz dziękuję Wam za wszystkie gratulacje, życzenia, prezenty! Jesteście naprawdę niesamowite, a ilość dobra od Was płynąca jest dla mnie niezwykle cenna i wzruszająca! Dziękuję :*

środa, 15 lutego 2017

African Lady (10)

Witajcie w tę słoneczną na Podkarpaciu środę!
Wiem! Wiem! Daję ciała ostatnio. Nie dość, że rzadko odwiedzam Wasze blogi, to jeszcze mało co publikuję. Nie ma na to wymówek! Bo niby mogłabym powiedzieć: dużo pracy i obowiązków, mniej energii i sił, trochę wywrócona rzeczywistość do góry nogami. Ale! Nic nic mnie nie usprawiedliwia! Dlatego mam nadzieję, że szybko się poprawię. Więcej będę mieć czasu i chęci, to więcej będę i tworzyć, i z Wami się tym dzielić. Póki co na tamborkach raptem dwa hafty: Afrykanka i Fuksje. Dwa priorytety. Z czego jeden dla mnie, drugi dla mamy. Jeden nie ma terminu (jedynie serducho krzyczy skończ wreszcie!), a drugi ma termin do kwietnia, a zatem niewiele. Ale! W planach trochę scrapowania - albumy i kartki. Także poprawię się, na pewno!
Dzisiaj przychodzę do Was z Afrykanką. To już 10 odsłona! Ostatnie spotkanie z afrykańską pięknością było końcem listopada. Dzisiaj mamy połowę lutego. A więc pewnie oczekujecie niezwykłych postępów i tego, że Wam powiem: zbliżamy się do finału. Rozczaruję Was! Ani nie ma niezwykłych postępów, ani nie zbliżamy się do finału. Za to z jednej strony dobiłam do samego dołu, a więc widać mniej więcej rozmiar haftu. Widać również, jak wiele mi zostało. Widać też te wszystkie piękne barwy oraz to, że będzie piękna. Jestem w niej zakochana i naprawdę chciałabym ją skończyć. Jednak zostało mi jakieś 5 stron, no może trochę więcej. A więc połowa jednak za nami :) W każdym razie, tak było końcem listopada:
A tak jest obecnie:

Jak widzicie chusta rośnie z każdym krzyżykiem. Teraz tak się zastanawiam, czy jak ją skończę nie oddać jej do ramiarza. No nie wiem, zastanowię się, bo jednak może sama sobie ją oprawię. To jeszcze trochę do podjęcia decyzji. W każdym razie coś się dzieje.
W Magicznych też coś się dzieje. Fuksje są zdecydowanie mniejsze niż Afrykanka, ale i też mam termin, który nieubłaganie się zbliża. Także dopóki nie skończę Fuksji na tamborku nie pokaże się nic nowego. Mam nadzieję, że jakoś przeżyjecie monotonię haftów :)

***
Dziękuję za liczne komentarze, emaile, odwiedziny! Dziękuję, że jesteście, doradzacie, pomagacie, wspieracie. Świat z Wami jest piękniejszy! Miłego dnia! :)

środa, 30 listopada 2016

African Lady (9) oraz niespodziewana wygrana

Witajcie Kochani! 
Dzisiaj jest już ostatni dzień listopada! I kiedy to zleciało? No kiedy? Nie wiadomo. W każdym razie mimo, że czas ucieka, ja przychodzę do Was dzisiaj z dwoma rzeczami. Po pierwsze, przychodzę się pochwalić moją ostatnią, niespodziewaną wygraną. A po drugie, pokazać Wam Afrykankę, która ma już całą twarz! Tak, dobrze czytacie: cała twarz. Ale! O tym za chwilę. Najpierw prezent.
Jakiś czas temu u Kreatywnej Jacewiczówki była zabawa, w której chętne hafciarki mogły wyhaftować wzory śnieżynek autorstwa właśnie naszej kreatywnej Ani. Prace były piękne, jak i sam projekt śnieżynek, ale wygrać mogła jedna osoba - ta, która została wskazana przez komentujących (tutaj możecie zobaczyć te wszystkie piękne prace i cudowne śnieżynki). Ponadto, okazało się, że wśród komentujących również została rozlosowana nagroda. I tutaj uwaga: wygrałam! Po raz pierwszy w życiu coś wygrałam! No dobra drugi raz w życiu. Pierwszy raz wygrałam złotówkę w zdrapce. Niemniej jednak, nie mam szczęściach w grach, zabawach, losowaniach. A tutaj szczęście uśmiechnęło się do mnie i oto dzisiaj dostałam moją wygraną. A wygrana to: cztery kawałki kolorowych kanw, piękny igielnik, baza do zakładki oraz piękną, świąteczną kartkę. Zresztą sami zobaczcie:
Czyż nie piękna wygrana? Przecudowna! Jeszcze raz dziękuję Ci Aniu z całego serca! 
A teraz druga część notki. Mianowicie postępy w Afrykance. Jak już pisałam na początku, pojawiła się twarz mojej piękności. Nie ma co tutaj dużo gadać. Musicie to zobaczyć:
Dla porównania: tak było ostatnio
Czyż nie jest piękna? Jestem w niej totalnie zakochana! A haftuje się naprawdę wspaniale!
Jednak dzisiaj postanowiłam skończyć w końcu śnieżynki i zabrać się za kartki świąteczne. Większość z Was albo ma już porobione, albo jest w trakcie. U mnie cisza i spokój w tej kwestii. Dlatego mam mocne postanowienie: nie tknę Afrykanki, dopóki nie skończę kartek.
***
Dziękuję wszystkim za dobre słowa i rady, jeżeli chodzi o sposób sklejania albumu. Tak właśnie myślałam, że trzeba sięgnąć po taśmę dwustronną. Jednak chciałam się upewnić, co Wy na ten temat sądzicie.  Co ja bym bez Was zrobiła, hę? 
Witam również w gronie obserwatorów: Ewitę Jot. Miło mi Cie gościć tutaj :)
Życzę Wam wszystkim kreatywnych i wspaniałych chwil!

środa, 9 listopada 2016

African Lady (8)

Witam Was serdecznie!
Pogoda pod tzw. psem. Z tego co wiem część Polski już jest pokryta śniegiem. Wiem, że niektórzy uwielbiają śnieg i zimę, ja niestety nie. Dlatego znowu przychodzę do Was z gorącym afrykańskim klimatem. Ale! Najpierw chciałabym serdecznie podziękować wszystkim za udział w Candy. Mini niespodzianka poleciała już do Szarlotki, mam nadzieję, że będzie zadowolona. Zdjęcia całej niespodzianki oczywiście nie zrobiłam, bo... zapomniałam. W każdym razie jeszcze raz dziękuję za to, że jesteście.A teraz afrykańska piękność. Przyznam szczerze, ostatnio mój czas dość mocno się kurczy i nie wiem, kto mi podkrada te godziny. Dlatego też spędziłam bardzo niewiele czasu przy hafcie jakimkolwiek. A tym samym Afrykanki jest niewiele. Może byłoby więcej, gdyby nie to, że pokręciłam kolory i wyhaftowałam część nie tym kolorem, co trzeba. Myślałam, że nie będę musiała pruć - jakoś będzie. Ale! Po dokładnych oględzinach oraz ekspertyzie mojego szanownego małżonka, okazało się, że trzeba pruć. Cały wic polega w końcu na cieniowaniu twarzy. Bez tego, nie da się osiągnąć tak wspaniałego efektu. Dlatego siedziałam i prułam, a tym samym krzyżyków mniej. Jednak już widać zarys twarzy!
Ostatnia odsłona Afrykanki
Jestem zachwycona tym haftem! :) Każdy krzyżyk to przyjemność. No, o ile nie trzeba ich później pruć :) Nie mogę doczekać się momentu, w którym wyłoni się w całej swej okazałości. Niestety na ten moment jeszcze trzeba poczekać.
Poza tym, dziękuję pięknie za doping w sprawie mojej hafciarskiej listy życzeń! Wiem, jest czarno, jest ambitnie. Ale! Będzie dobrze :) W każdym razie na pierwszy ogień pójdą Magiczne fuksje. Tym bardziej, że dzięki uprzejmości Ani Jacewicz, zapisałam się na SAL - Magiczne Fuksje. Mam nadzieję, że praca w grupie oraz konkretny termin ukończenia, zmotywują mnie do działania :) Materiał jest, wzór jest, trzeba tylko zamówić muliny i można się brać za pracę.
Życzę wszystkim udanego tygodnia! Kreatywnego tygodnia! Dużo uśmiechu i radości. Pozdrawiam Was gorąco! :)

wtorek, 18 października 2016

African Lady (7)

Witajcie Kochani!
Dzisiaj znów chcę Wam przedstawić postępy w afrykańskiej piękności. To już siódma odsłona tego haftu, a do końca ciągle daleko! Pierwsze krzyżyki postawiłam początkiem stycznia, dzisiaj mamy za sobą połowę października, a ja nawet nie jestem w połowie haftu. Mimo, że Afrykankę naprawdę super się haftuje, to ciągle nam nie po drodze: a to prezent, a to zamówienie - ciągle coś mnie odciąga od niej. Ostatnio odciągnął mnie brak Weny i znów nic. Wielkie nic. Jednakże coś się tam zadziało - parę krzyżyków się pojawiło, a wiadomo: każdy krzyżyk zrobiony to sukces :)
Oto moja piękność:
Ostatnio tak prezentowała się afrykańska Piękność
Niestety przyznam szczerze: mam mega problemy z dobrym ujęciem tego haftu. Czarny materiał w żaden sposób nie chce współpracować z aparatem. Odbija słońce i naświetla krzyżyki. Nie wiem. Nie znam się. Jestem amatorem totalnym, jeżeli chodzi o robienie fotek. Dlatego zdjęcia są, jakie są. Może kiedyś nauczę się tak sfotografować haft na czarnym materiale, abym była w pełni usatysfakcjonowana. Na razie jednak musicie zadowolić się tym, co jest.

Dziękuję Wam (będę to powtarzać zawsze i ciągle) za to, że jesteście i dopingujecie. Wena coś tam się pokazuje, a później znika. Bawi się w chowanego. 
Ponadto witam nową, a właściwie nie nową, ale oficjalną już obserwatorkę: Renatę Pawlicką :) 

Zapraszam też wszystkich na pierwsze urodziny bloga. Im nas więcej, tym lepiej - wiadome :)
Pozdrawiam i życzę miłego tygodnia! :)

sobota, 24 września 2016

African Lady (6)

Dzisiaj przychodzę do Was z czymś innym, czyli nie z koniem (bo już pogalopował), nie ze scrapbookingiem (bo nie tylko nim człowiek żyje), ani nie ze ślubnym samplerem (bo nie:)). Za to przychodzę, Wam pokazać moją cudowną, piękną Afrykankę! 
Ten tydzień był marnym życiowo tygodniem z różnych względów. W każdym razie miałam dość podły humor przez cały tydzień. Dlatego pomyślałam: trzeba się jakoś zrelaksować, jakoś sobie umilić ten średni czas. Od razu pomyślałam o Afrykance. W końcu to mój ukochany haft. No i na dwa wieczory wyciągnęłam ją z szuflady, nałożyłam ją na tamborek i zaczęłam śmigać z igłą. Nie powiem, żebym jakoś nagle podgoniła wielce ten haft. Ale! Jak widać na zdjęciach, górna część kaptura została wykończona, zaczęłam prawą stronę robić:

Tak było w kwietniu



No to jest poezja, a nie haft :) W każdym razie Afrykanka wraca do szuflady, a ja wracam do ślubnego samplera. W sumie nie za wiele zostało samego haftu. Jednakże, trzeba też wykończyć go koralikami, oprawić i w ogóle. Dlatego biorę się ostro za pracę :)

***
Witam nowych obserwatorów, pozdrawiam starych i życzę wszystkim, żeby najbliższe dni były wspaniałe :)

wtorek, 19 kwietnia 2016

African Lady (5)

Witajcie po dłuższej przerwie! 
Nie było mnie, ponieważ nie miałam czasu na haftowanie. Wiadomo: codzienność czasami nie sprzyja do złapania za igły - za mało godzin w dobie. Niemniej jednak coś tam dłubałam. Konia nawet nie ruszyłam. Za to postawiłam kilka krzyżyków w Afrykance. Oh, to jest cudowny haft, a ja się nie mogę doczekać, aż ją zobaczę! Na razie nadal dłubię kaptur i nie zapowiada się, że w tym roku  ją zobaczę całą. Ale! Wszystko w swoim czasie. Póki co zaczęły pojawiać się inne kolory niż niebieski i czerwony, co dodaje już charakteru haftowi. Nie spodziewałam się, że te kolory są takie soczyste i wyraziste, a ten pomarańcz, który się pojawił naprawdę mnie zaskoczył. Wynikać to może też z faktu, że na czarnej kanwie inaczej wyglądają kolory. W każdym razie dwie strony mam za mną, kaptur za niedługo pojawi się prawie w całej odsłonie (a przynajmniej mam takową nadzieję). Oto postępy:

Jakiś czas temu
Obecnie 


Za mną już dwie strony całe, chyba już widać. Kaptur nabiera wyrazu. Jednakże, znów będę musiała odłożyć Afrykankę i wziąć się za konia. Toż to minęła już połowa kwietnia. Czas się kopać po tyłku i stawiać krzyżyki w nowo-starym koniu :) A Was pozdrawiam serdecznie i życzę mnóstwa czasu, energii i weny do stawiania krzyżyków :)

poniedziałek, 7 marca 2016

African Lady (4)

Przyznaję: trochę zaniedbałam haft ostatnio. Ale to wcale nie tak, że mi się nie chce. Chce mi się! Ale jakoś nie mogę się ostatnio zorganizować, zmobilizować. Jakieś przesilenie? Albo coś? No nie wiem. W każdym razie walczę, póki co ze sobą :)
Niemniej jednak, krzyżyki stawiam, póki co w TBSie oraz w Afican Lady. Na konia nawet nie zerkam - nie chce mi się go haftować! Swoją drogą, ciekawe czym to jest spowodowane? Może tym, że jest to dla kogoś, że mam jakiś termin ostateczny, że to trochę taki przymus. Słowo przymus (jakikolwiek) i mój mózg mówi: "o nie! nie będziemy tego robić!" No nie ważne.
A więc African Lady. Nadal jestem w obszarze kaptura. Trochę zaczyna mi się już mienić w oczach od odcieni niebieskiego. Jednakże coraz więcej wyrazu i charakteru nabiera moja Afrykanka. Mam nadzieję, że za niedługi czas skończę już kaptur i wezmę się za twarz :) Bardzo już bym chciała ją zobaczyć, chociaż trochę. Jednak na razie tylko kaptur. Nic więcej. Ale dość marudzenia, czas pokazać postępy:
Tak było




Jak widać, przybyło. Niewiele, ale przybyło. A teraz idę do Zośki, bo ją to w ogóle zaniedbałam. Eh, gdzie ta organizacja ma się podziała? Eh!

***
Ale! Zanim pójdę, pragnę podziękować wszystkim odwiedzającym, obserwującym, komentującym za wsparcie, za miłe słowa, za doping, za wszystko. A w ogóle za to, że jesteście :) Dziękuję!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...