> Mulinowanie i inne wariactwa: Gejsza

niedziela, 3 stycznia 2016

Gejsza - finał!

Wreszcie skończyłam moją piękną Gejszę. Skończyłam ją już w Nowy Rok, wczoraj ją wyprałam, a dzisiaj zakupiłam do niej ramkę. Gejszę zakupiłam w Coricamo jako cały zestaw. Wzór w postaci kolorowej książeczki jest bardzo czytelny, a posortowana mulina ułatwiła sprawę. Wzór (znów!) wyszywałam z moim nieszczęsnym błędem w nawlekaniu igły. Miałam zamiar wyszyć ją dwoma nitkami, wyszło czterema. W połowie odkryłam haniebny błąd, ale doszyłam już czterema nitkami. Backstiche są w połowie pojedyncze, w połowie podwójne - sprawdzałam, jak to wygląda, gdy nie popełniam błędu. Gejsza nie jest idealna, daleko jej do równych, pięknych krzyżyków, jednak zachorowałam na nią, pragnęłam ją wyszyć i dlatego jestem szczęśliwa, że podołałam temu wyzwaniu. Chociaż przyznam szczerze, że przez sekundę zrobiło mi się przykro, że to już niestety koniec wyszywania. Wszak to właśnie stawianie krzyżyków to cała przyjemność :) Ale dość już gadania, czas podziwiać piękną, nieidealną Gejszę:










Dane techniczne:
Tkanina: Aida 14 Ct
Wzór: zestaw z Coricamo
Mulina: Madeira: 27 kolorów
Ramka: zakupiona w Pepco

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Gejsza prawie na ukończeniu!

A więc zbliża się koniec, jeżeli chodzi o moją ukochaną gejszę. Męczyłam się z nią i męczyłam, ale to męczenie to przecież tak naprawdę sama kwintesencja haftowania :) Czekam na dwa kolory - różowy i ciemnoniebieski, żeby móc postawić ostatnie krzyżyki i dokończyć kontury, co by to panienka nabrała wyrazu.
Oczywiście, haftowałam całe wieki (a przynajmniej takie odczucie miałam) te odcienie żółtego na dole kimona. I kiedy już zostało mi raptem z dziesięć krzyżyków do zakończenia tego żółtego szaleństwa, zabrakło mi muliny w tym konkretnym odcieniu. Przez sekundę wkurzyłam się: złośliwość rzeczy martwych - to ja zamówiłam brakujące kolory, a tu jeszcze na sam koniec jeden kolor znikł! Ale potem pomyślałam sobie: trudno, wypełnię tą mini lukę tym, co zostało, domawiać koloru już nie będę. I tak też zrobiłam. Może nie jest idealnie ze wzorem, ale też nie wpływa w żaden sposób na efekt końcowy. Na tą chwilę brakuje kilku krzyżyków i konturów:




 W drodze są już brakujące kolory oraz inne rzeczy, których nie mogę się doczekać. No i oczywiście muszle się haftują :)


piątek, 18 grudnia 2015

Gejsza i zaległości

Grudzień w tym roku jest dla mnie wyjątkowo niełaskawy, jeżeli chodzi o wolny czas. A to jestem na zjeździe, a to mam szkolenie, a to mąż wymyśla jakieś wyjazdy, a to sprzątanie, a to zakupy, a to nauka i tak ciągle coś. Na szczęście mam trochę wolnych minut wieczorami, kiedy to padam na pyszczek. Te wolne minuty czasami udaje mi się wykorzystać na postawienie chociaż kilku krzyżyków. Krzyżyki stawiam w większości czasu w gejszy, ponieważ zostało mi już jej tak niewiele, że aż chcę skończyć ten fragment. Oczywiście jeszcze nie domówiłam tych dwóch brakujących kolorów. Jednakże, wkrótce to zrobię, co pozwoli mi na dokładne wykończenie tego haftu. Póki co zawzięłam się, żeby chociaż skończyć to, co mogę skończyć, a naprawdę zostało tego niewiele. Sami popatrzcie, jak to wygląda:

Było
Obecnie 
Obecnie
Oprócz gejszy, udało mi się postawić parę (dosłownie parę) krzyżyków w muszlach, ale o tym w następnym poście. Ponadto dorobiłam w te wolne chwile bombki. Mam zdjęcia tylko dwóch, ponieważ trzecia od razu wyruszyła w podróż do Warszawy, gdzie dostała nowe mieszkanie.


Mam ogromną nadzieję, że uda mi się do końca tygodnia skończyć to co mogę w gejszy i podgonić trochę muszle. A Wam póki co życzę, by wszelkie świąteczne czynności - sprzątanie, gotowanie - pozwoliły jednak na przyjemności krzyżykowe.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Gejsza i proces robienia bombek

Muszle niestety leżą i czekają na swoją kolej. Postanowiłam nadrobić trochę krzyżyków w mojej gejszy. Ostatni raz prezentacja gejszy miała miejsce 3 listopada, czyli prawie miesiąc temu. Prezentowała się wtedy tak:


Jako, że obecnie mam trochę mniej czasu, aniżeli wcześniej, to rzadziej siadam do haftu. Jednak, czasami wieczorami, kiedy oglądam kolejne odcinki serialu, to łapię się i za krzyżyki :) Z tych kilku wieczorów, które poświęciłam serialowi i gejszy mamy następujący efekt:



Ponadto robię te bombki metodą Kanzashi. Czasu już mam bardzo mało, a bombkę dopiero jedną zrobiłam! Szału nie robi, nie wyszła idealnie, ale wyszła spod mojej ręki - to się przecież liczy. Prezent nie musi być piękny, musi mieć za to duszę. Oto moje pierwsza bombka:




Robienie tychże bombek to żmuda, precyzyjna praca. Nie mam jeszcze zupełnie wprawy w tym co robię, dlatego schodzi mi mnóstwo czasu. Ale im przy tym przyjemności :) Docelowo do piątku muszę zrobić jeszcze 4 :) 

wtorek, 3 listopada 2015

Postępy w gejszy

U mnie póki co jakiś zastój. W sensie nie mam większej weny do stawiania krzyżyków - coś tam dłubię, ale milion rzeczy innych zaprząta mą głowę. Po kilku wieczorach jednakże widać postępy w gejszy. Właściwie wykończyłam już wszelkie odcienie niebieskiego, zostało jeszcze parę krzyżyków w tej palecie do postawienia. Niestety przez popełniane przeze mnie błędy, zabrakło mi różowej muliny. Niewiele krzyżyków zostało do postawienia, ale muliny zabrakło. Na moje nieszczęście w stacjonarnych pasmanteriach w moim mieście nie posiadają mulin Madeira. Co jest dość dziwne, bo obok wszechobecnego DMC oraz Ariadny, jest nawet cała paleta mulin firmy Anchor, a jednak Madeiry nie ma nigdzie. Zostaje mi zatem zamówić ją w internecie. Jednak nie opłaca mi się zamawiać jednego opakowania muliny, dlatego na razie czekam aż zbierze mi się trochę do zakupienia i wtedy oczywiście nawet zakupy będą przyjemniejsze :) Oczywiście mogłabym zamówić setki przydasiów (w końcu wszystko jest mi natychmiast potrzebne i niezbędne), jednak ograniczone fundusze miesięczne przeznaczone na haft, zostały już wykorzystane, ale o tym w przyszłym poście. A poniżej krótka prezentacja postępów w gejszy:

Kilka wieczór temu
Obecnie




piątek, 30 października 2015

Moja hafciarska lista życzeń na 2015/2016

Dłubiąc gejszę, oczywiście myślami wybiegam bardzo daleko w przyszłość, na zasadzie: "oh... chciałabym wyhaftować i to, i to, tamto, to też jest piękne! wszystko chcę!". Wszystkiego się jednak nie da wyszyć, więc należy niestety zrobić selekcję wzorów. Rzecz jasna, wstępna selekcja wzorów skończyła się na wielu wzorach, bo jak tu odrzucić jeszcze to? No nie da się! Ale, przecież trzeba do tego podejść racjonalnie. Znając siebie, wiem, że jak założę sobie za dużo, to później przychodzi rozczarowanie. Dlatego też lepiej założyć mniej :)
Dlatego też moimi założeniami na czas od dzisiaj do przyszłego roku są:
1. Skończyć gejszę, którą aktualnie dłubię.


2. Wyhaftować wzór ze Złotej Kolekcji Dimensions - Wspomnienia z podróży do Paryża.

Zdjęcie z interneru
3. Wyhaftować wzór z kolekcji Lanarte - African Lady.

Zdjęcie ze strony sklepu Needleart

4. Wyhaftować wzór ptaszka z czasopisma Cross Stitcher z maja 2015 roku.

Zdjęcie z gazety Cross Stitcher

5. Wyhaftować wzór na pamiątkę ślubu - konkretny wzór jeszcze nie wybrany.

6. Wyhaftować wzór muszli z kolekcji Dimensions

Zdjęcie ze strony sklepu  Needleart

7. Zrobić zakładkę + inne maleństwa.
Zakładam, że oczywiście powyższy plan na pewno ulegnie przemianie. Chociażby dlatego, że np. zakocham się w jakimś wzorze, albo np. przestanie mi się coś podobać... No zakładam zmiany. Jednakże uważam, że plan ten i tak jest dość obfity we wzory, patrząc oczywiście na moje marne jeszcze umiejętności.

poniedziałek, 26 października 2015

Błąd w nawlekaniu igły!


Ha! Oświeciło mnie przypadkiem i okazało się, że jednak przez prawie rok źle nawlekałam igłę (!), ponieważ źle rozumiałam ilość muliny. Ale wszystko od początku.
W moim umyśle zapisany mam obraz mamy cerującej dziury w skarpetkach, która nawleka igłę, wyrównuje końce nitki, zawiązuje supełek i ceruje. Jako, że od dziecka wszelkie "babskie" sprawy były obojętne, nie interesowałam się tym zupełnie. A szkoda, ponieważ obecnie nie popełniałabym tak durnego błędu. Z tego też względu, zaczynając przygodę z haftem, wzięłam za pewnik, że należy wyciągnąć nitkę muliny, przełożyć ją przez oczko igły, przeciągnąć, wyrównać długość i zacząć stawiać krzyżyki. Zatem mając w instrukcji jakiegoś obrazu załóżmy dwie nitki, przewlekałam je, wyrównywałam i haftowałam. Mój mózg nie zakodował, że jeżeli przeciągnę dwie nitki i wyrównam, to będę przecież haftowała nie dwoma, ale czterema (!) nitkami muliny. I tak oto przez cały czas, źle to robiłam. Stąd też, haftując np. kartkę z króliczkiem, wydawało mi się, że dwie nitki to dużo. Owszem, bo po mojemu wtedy dwie oznaczało cztery przecież, dlatego  było mi za ciasno. Nie głupia? Głupia blondynka.

Niewłaściwe rozumienie nawlekania
Poprawny sposób nawlekania


Pomijając moją oczywistą głupotę, przez którą nie tylko źle stosowałam się do wzorów, ale również zużywałam więcej muliny, niż potrzeba, nadal jestem zapaloną amatorką - hafciarką. Na tamborku nadal gejsza (haftowana zamiast dwoma, czterema nićmi). Jakoś dość opornie mi idzie ostatnio stawianie krzyżyków. Gdzieś nie mam weny, chociaż pewnie to z powodu lekkiego przeziębienia. A oto postępy:
5 dni temu
Obecnie

Ponadto powoli staram się nadać jakiś sens moim planom hafciarskim na najbliższy czas. Mam już pewien zarys, który oczywiście jest przeładowany wzorami. Jednakże, mimo że to trudne, chcę stworzyć w miarę racjonalną listę przedstawiającą moje plany. Trudny to proces, w końcu tyle wspaniałych wzorów czeka na wyszycie! Ponadto nie mogę się doczekać czekających mnie zakupów, które powiązane są w powstaniem planu hafciarskiego. W końcu kto nie lubi przeglądania zawartości pasmanterii i robienia zakupów :) 

środa, 21 października 2015

Powrót do gejszy

Mój wiosenny króliczek do kartki autorstwa Margaret Sherry został ukończony. Przyznam szczerze kartka prezentuje się nawet nieźle, chociaż trochę krzywo chyba tego królika przykleiłam. Ponadto okazuje się, że moje umiejętności stawiania krzyżyków jeszcze są nikłe, więc i krzyżyki wyszły niezbyt proste i równe. Wydaje mi się, że wynika to trochę z faktu, że dwie nitki to zbyt ciasno, ale co ja tam się znam :) Nie ważne. Istotne jest to, że po raz pierwszy robiłam french konts. No cóż... nie jest to łatwe, ani zbytnio przyjemne. Zatem dołączają do bachstitchów, które również nie są przyjemne (chociaż robią niesamowitą "robotę" w hafcie). Nowe doświadczenie zapisuję w szufladzie pt. "niezbyt udane". A oto prezentacja małego, na przekór jesieni, wiosennego króliczka:

Jeszcze przed backstitchem



Oprócz robienia powyższego króliczka, wróciłam również do mojej gejszy, która karnie czekała na swoją kolej w szufladzie. Oczywiście powrót do gejszy to sama przyjemność, ponieważ bardzo podoba mi się sam wzór :)
Całą górę już wyhaftowałam teraz zabrałam się za dół i nie mogę doczekać się efektu końcowego.



Dodatkowo właśnie zaczęłam się zastanawiać, czy aby na pewno dobrze ja haftuję. To znaczy chodzi mi o ilość nici oraz technikę nakładania nici na igłę .... No nie ważne. To znaczy ważne, ale muszę poukładać to sobie w głowie, bo póki co, coraz mocniej wydaje mi się, że w tym temacie od początku błądzę.

piątek, 9 października 2015

Zwierzenia amatorki haftu

Jak pisałam w powitalnej notce, haftem zajmuję się niecały właściwie rok. Przygoda ta zaczęła się od pomysłu: spróbuję. Pomysł ten oczywiście obwieściłam na forum domowym, gdzie po krótkich zdumionych chrząknięciach, mąż stwierdził: spróbuj, może to właśnie to. Idąc tym tropem udałam się do pasmanterii, gdzie zaopatrzyłam się w pierwszy w moim życiu wzór do haftu, mulinę oraz igły. Wzór oczywiście prosty: toż to tylko żółta gwiazdka wymalowana na sztywnej kanwie. Wzór może i prosty, ale początki trudne. Ileż ja się namęczyłam, żeby w ogóle załapać, gdzie wbić igłę, gdzie ją wyjąć i właściwie, co to jest krzyżyk? Nie mówiąc już o problematycznej kwestii: ile nitek i dlaczego tyle. Jednak od czego są internety! Blogi hafciarek to kopalnie wiedzy! Gdyby tak ktoś chciał mi zapłacić za ilość spędzonych godzin na tychże blogach, to nie musiałabym się martwić o fundusze na mulinę na następną dekadę :)


Jednakże wracając do gwiazdki - bakcyla załapałam! Co więcej, jako, iż to był okres bożonarodzeniowy, zażądałam(!) kolejnego wzoru pod choinkę! A co! Wzór ten - słoneczniki - dość potężny, jak na me marne jeszcze zdolności, zaczęłam namiętnie wyszywać. Jednakże, okazało się, że kanwa z nadrukiem, to jedynie amatorszczyzna w najniższym stopniu bycia amatorem haftowania. Odkryłam (przy okazji kolejnych godzin w blogosferze haftu), że istnieją tamborki, wzory liczone, piękne nożyczki, setki przydasiów, wszelkie kolory kanw oraz dziesiątki innych tkanin i sposobów na to, by zająć swój nikły czas i wydać setki pieniędzy! Zatem zakupiłam i tamborek i inne rzeczy, znalazłam wzór i zabrałam się za haftowanie Nefretete. Takim oto sposobem: słoneczniki stały się UFOkiem (któż wcześniej znał takie określenie) i leży grzecznie w pudełku.



Przy okazji tego haftu: naklęłam się, nacudowałam, nawymyślałam sobie od idiotek i setki razy wpadłam w czarną rozpacz! Jednak zawzięcie stawiałam te krzyżyki, prułam je (bo z mym roztargnieniem pomyliłam się setki razy), stawiałam je od nowa i jak głupia cieszyłam się z każdego postępu. Nefretete jest już skończona, czeka teraz na oprawę :)


Po Nefretete nadszedł czas poszukiwań odpowiedniego wzory gejszy, na którą wręcz zachorowałam. Zdecydowałam się na zakup w sklepie Coricamo całego zestawu: kanwy, wzoru, posegregowanej muliny Madeira oraz igły. Trochę się obawiałam tego pierwszego razu, jednak, gdy przesyłka dotarła: zachwyciłam się od razu. I tak stawiam zawzięcie krzyżyki w mojej gejszy, nie mogąc się doczekać końca.


W między czasie (moja niecierpliwość nie pozwoliła mi zbyt długo czekać) podjęłam się zrobienia igielnika - efekt końcowy dość marny, ale uważam, że na pierwszy raz zadowalający :) Przyznam szczerze, myślałam, że zrobienie tego igielnika pójdzie mi zdecydowanie szybciej i łatwiej. Jednak okazało się to mozolna pracą: najpierw krzyżyki, później filc - zszycie tego to katorga! Jednak efekt końcowy zadowala mnie i pewnie to nie ostatnia próba igielnika :) 



Ostatnią rzeczą, którą zrobiłam w temacie hafciarskim to wyszycie świętego Jana Pawła II na prezent dla pewnej Pani. Przyznaję bez bicia: źle mi się strasznie wyszywało! Wzór prosty, kolory piękne, efekt cudowny, ale sam proces stawiania krzyżyków męczący! Nie wiem, czy było to spowodowane tym, że podświadomie czułam presję, że to na prezent, czy o co chodziło, ale ciągle się myliłam, prułam, próbowałam od nowa! No istna katastrofa. Niemniej jednak wzór (z opóźnieniem) skończyłam. Co więcej: podjęłam próbę oprawienia go. Przyznaję robiłam to z niechęcią i przygotowana na beznadziejny końcowy efekt. Okazało się jednak, że się zaskoczyłam: oprawa się udała, ramka pasuje, haft wygląda dobrze. Mam nadzieję, że obdarowanej też się spodoba.




Tak oto doszłam do końca zwierzeń hafciarskich z mojej kilkumiesięcznej kariery amatorki haftu :) Dotychczasowe przygody z haftem umacniają mnie jednak w przekonaniu, że jak mój mąż stwierdził: to jest właśnie to! :) 
Pozdrawiam serdecznie! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...