> Mulinowanie i inne wariactwa: Nefretete

wtorek, 29 grudnia 2015

Oprawiona Nefretete

W końcu zmobilizowałam się i zakupiłam brystol, który potrzebny mi był do oprawy Nefretete. Niestety nie było morskiego koloru brystolu, więc wybrałam granat. Wiem - mało logiczne, ale jednak :) Brystol potrzebny mi był do tego, by zakryć pustą powierzchnię haftu, gdyż sam haft jest dość wąski, a tak wąskich ramek nie znalazłam. Podpatrując Wasze wspaniałe blogi, (aż tak genialna nie jestem, co by to sama wpaść na taki pomysł) zobaczyłam, że większość z Was tak robi, kiedy ma takowy problem jak ja.
Podsumowując ów haft, mogę stwierdzić, że daleko mu do ideału. Jest to pierwszy mój haft metodą liczoną, na czystej kanwie, ze wzorkiem w łapce. Ogólnie był moim trzecim w karierze. Dwa poprzednie to kanwa ze wzorem. Stąd też wszystkie niedoskonałości, mianowicie: nierówne krzyżyki, niepotrzebnie wyhaftowane białe tło, haftowanie (o zgrozo!) czterema nićmi, wyprasowanie mokrego haftu na zupełnie płaskiej powierzchni. Słowem: porażka! Jednakże, oprawiłam ten haft, bo to kamień milowy w mojej przygodzie rękodzielniczej, z którego mimo wszystko jestem dumna. Co więcej, każdy kolejny haft, to przecież krok do przodu, ale pierwszy krok mimo wszystko jest istotny (może najbardziej). Dumnie stanął sobie (bo jeszcze nie wymyśliłam, gdzie będą wisieć wszystkie) na półce i będzie mi przypominał, że warto próbować wszystkiego, bo może się okazać właśnie tym, czego szukaliśmy.




Dane techniczne:
Tkanina: Aida 14 Ct
Wzór: "Kram z Robótkami" nr 4/2005
Mulina: Ariadna, 13 kolorów
Ramka: zakupiona w Kauflandzie

Ponadto dzisiaj przyszła moja przesyłka, mianowicie prezent imieninowy od męża - czyli ja wybierałam, On płacił :) Poszalałam tym razem (za przyzwoleniem) i zakupiłam w pasmanterii Haftix, wszystkie muliny potrzebne do mojej Afrykanki oraz dwie, czarne Aidy. Dwie, ponieważ nie mogę się zdecydować, na której haftować: 16 Ct, czy 18 Ct. Ponadto zamówiłam: mały tamborek do muszli, trochę igieł, nici żyłkowe, bobinki, no i oczywiście mulinę Madeirę do wykończenia Gejszy. Swoją drogą zakochałam się w opakowaniu muliny Madeira. Zauroczył mnie widok tej muliny :)





Nic tylko brać się za igłę! Jednakże najbardziej smutną rzeczą w tym wszystkim jest to, że niestety muszę wziąć, ale nie za igłę, a za długopis - przede mną szereg esejów do napisania. Tak to jest, jak się zachciało robić doktorat - póki co, nici należy odłożyć na bok.

piątek, 9 października 2015

Zwierzenia amatorki haftu

Jak pisałam w powitalnej notce, haftem zajmuję się niecały właściwie rok. Przygoda ta zaczęła się od pomysłu: spróbuję. Pomysł ten oczywiście obwieściłam na forum domowym, gdzie po krótkich zdumionych chrząknięciach, mąż stwierdził: spróbuj, może to właśnie to. Idąc tym tropem udałam się do pasmanterii, gdzie zaopatrzyłam się w pierwszy w moim życiu wzór do haftu, mulinę oraz igły. Wzór oczywiście prosty: toż to tylko żółta gwiazdka wymalowana na sztywnej kanwie. Wzór może i prosty, ale początki trudne. Ileż ja się namęczyłam, żeby w ogóle załapać, gdzie wbić igłę, gdzie ją wyjąć i właściwie, co to jest krzyżyk? Nie mówiąc już o problematycznej kwestii: ile nitek i dlaczego tyle. Jednak od czego są internety! Blogi hafciarek to kopalnie wiedzy! Gdyby tak ktoś chciał mi zapłacić za ilość spędzonych godzin na tychże blogach, to nie musiałabym się martwić o fundusze na mulinę na następną dekadę :)


Jednakże wracając do gwiazdki - bakcyla załapałam! Co więcej, jako, iż to był okres bożonarodzeniowy, zażądałam(!) kolejnego wzoru pod choinkę! A co! Wzór ten - słoneczniki - dość potężny, jak na me marne jeszcze zdolności, zaczęłam namiętnie wyszywać. Jednakże, okazało się, że kanwa z nadrukiem, to jedynie amatorszczyzna w najniższym stopniu bycia amatorem haftowania. Odkryłam (przy okazji kolejnych godzin w blogosferze haftu), że istnieją tamborki, wzory liczone, piękne nożyczki, setki przydasiów, wszelkie kolory kanw oraz dziesiątki innych tkanin i sposobów na to, by zająć swój nikły czas i wydać setki pieniędzy! Zatem zakupiłam i tamborek i inne rzeczy, znalazłam wzór i zabrałam się za haftowanie Nefretete. Takim oto sposobem: słoneczniki stały się UFOkiem (któż wcześniej znał takie określenie) i leży grzecznie w pudełku.



Przy okazji tego haftu: naklęłam się, nacudowałam, nawymyślałam sobie od idiotek i setki razy wpadłam w czarną rozpacz! Jednak zawzięcie stawiałam te krzyżyki, prułam je (bo z mym roztargnieniem pomyliłam się setki razy), stawiałam je od nowa i jak głupia cieszyłam się z każdego postępu. Nefretete jest już skończona, czeka teraz na oprawę :)


Po Nefretete nadszedł czas poszukiwań odpowiedniego wzory gejszy, na którą wręcz zachorowałam. Zdecydowałam się na zakup w sklepie Coricamo całego zestawu: kanwy, wzoru, posegregowanej muliny Madeira oraz igły. Trochę się obawiałam tego pierwszego razu, jednak, gdy przesyłka dotarła: zachwyciłam się od razu. I tak stawiam zawzięcie krzyżyki w mojej gejszy, nie mogąc się doczekać końca.


W między czasie (moja niecierpliwość nie pozwoliła mi zbyt długo czekać) podjęłam się zrobienia igielnika - efekt końcowy dość marny, ale uważam, że na pierwszy raz zadowalający :) Przyznam szczerze, myślałam, że zrobienie tego igielnika pójdzie mi zdecydowanie szybciej i łatwiej. Jednak okazało się to mozolna pracą: najpierw krzyżyki, później filc - zszycie tego to katorga! Jednak efekt końcowy zadowala mnie i pewnie to nie ostatnia próba igielnika :) 



Ostatnią rzeczą, którą zrobiłam w temacie hafciarskim to wyszycie świętego Jana Pawła II na prezent dla pewnej Pani. Przyznaję bez bicia: źle mi się strasznie wyszywało! Wzór prosty, kolory piękne, efekt cudowny, ale sam proces stawiania krzyżyków męczący! Nie wiem, czy było to spowodowane tym, że podświadomie czułam presję, że to na prezent, czy o co chodziło, ale ciągle się myliłam, prułam, próbowałam od nowa! No istna katastrofa. Niemniej jednak wzór (z opóźnieniem) skończyłam. Co więcej: podjęłam próbę oprawienia go. Przyznaję robiłam to z niechęcią i przygotowana na beznadziejny końcowy efekt. Okazało się jednak, że się zaskoczyłam: oprawa się udała, ramka pasuje, haft wygląda dobrze. Mam nadzieję, że obdarowanej też się spodoba.




Tak oto doszłam do końca zwierzeń hafciarskich z mojej kilkumiesięcznej kariery amatorki haftu :) Dotychczasowe przygody z haftem umacniają mnie jednak w przekonaniu, że jak mój mąż stwierdził: to jest właśnie to! :) 
Pozdrawiam serdecznie! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...