> Mulinowanie i inne wariactwa: Coricamo

sobota, 25 listopada 2017

Hortensje (5)

Witajcie Kochani w tę słoneczną sobotę!
Dzisiaj zgodnie z obietnicą przytuptałam do Was z kolejną odsłoną Hortensji, które testuję dla Coricamo (więcej, o tutaj). Od razu zaznaczam, że owszem postępy są, ale nie jakieś szaleńcze! Właściwie to jak wiecie, haft ten nie jest moim ulubionym z względu na tło. No i tu Was zaskoczę, jeszcze męczę tło! Choć już pojawia się trochę więcej odcieni, bo doszłam do momentu, w którym zaczyna się kolumna. A poza tym połączyłam dwie strony ze sobą i zatuszowałam błąd (choć przyznam szczerze, że właściwie nie wiem, gdzie zrobiłam błąd. O ile w ogóle jakiś był :)). Ale! Dość tego gadania. Sami zobaczcie jak obecnie wyglądają hortensje (a właściwie ich tło):
Tak było ostatnio w sierpniu
Póki co, haft ten zszedł z tamborka na rzecz Afrykanki, bo obiecałam sobie, że ją skończę i wtedy zajmę się resztą. Dlatego też w tym roku już ani jeden krzyżyk nie powstanie w hortensjach. Ale! Mam nadzieję, że jak odpocznę od nich, to jak już znów wskoczą na tamborek, to pójdę jak burza z nimi i je skończę. 
Poza tym muszę się Wam pochwalić, jaki cudowny prezent z okazji Chrztu Świętego dostał Ignacy od kochanej Agatki:
Jeszcze raz dziękuję kochana za pamięć i prezent! Jesteś niesamowita! 
A Wam kochani dziękuję za wszystkie słowa, komentarze i obecność! Dziękuję! :*
Życzę udanego i kreatywnego weekendu!

piątek, 25 sierpnia 2017

Hortensje (4)

Dzień dobry moi Kochani!
Tak sobie pomyślałam, że warto by przydreptać do Was z Hortensjami, które cały czas testuję (a właściwie to cały czas morduję to nieszczęsne tło). Nie wiem, doprawdy nie wiem, jak to się dzieje, że jeden haft to poezja, a z innymi człowiek się tak męczy. Ostatnio Wam pisałam o błędzie, który popełniłam, a który nijak nie mogłam wykryć. Błędu dalej nie naprawiłam, bo nie doszłam jeszcze do miejsca stycznego między lewą a prawą stroną. Niemniej jednak haftu przybyło dość widocznie, więc myślę sobie: "a pokażę Wam, a co!", no i jestem. 
W poprzednim poście pokazywałam Wam zdjęcia "tamborkowe" z obu stron, dzisiaj całość tego co jest już wyhaftowane. Sami popatrzcie:

Jak widzicie, jeszcze trochę zostało krzyżyków do miejsca stycznego. No i nie ma się co czarować, jeszcze trochę zajmie mi to tło zanim dotrę do samych kwiatów. Ale! Mam nadzieję, że kwiaty już będą przyjemnością, bo ich kolory zapowiadają się cudownie. Co nie zmienia faktu, że dłubanie tej monotonii może znużyć. Dlatego za niedługo na pewno wpadnę do Was z Afrykanką - tam kolory nie mają prawa się znudzić, wszak chusta to cała paleta barw :) 

***
Kochani! Dziękuję za te wspaniałe życzenia od Was! Mam nadzieję, że wszystkie one się spełnią! To naprawdę wyjątkowy czas w naszym życiu: za nami 10 wspólnych lat, przed nami narodziny Malucha, no i trzecia rocznica ślubu - wszystko w niewielkiej odległości od siebie, jakby w pakiecie :) Dlatego dziękuję Wam za te wszystkie dobre słowa, piękne życzenia! :*

środa, 5 lipca 2017

Hortensje (3)

Witajcie!
Jestem, żyję, mam się w miarę dobrze. Żebra nadal odgięte, dlatego dzisiaj będzie krótko i na temat. 
Dzisiaj będzie o Hortensjach. Ostatni raz z Hortensjami byłam tutaj w połowie maja. A więc kawał czasu temu. Muszę jednak Was zmartwić: wcale tak wiele przez ten czas nie przybyło. Ale! To wszystko za sprawą Albumu, Tęczowego Kota i tych żeber (głównie za sprawą żeber). Niemniej jednak coś tam przybyło. 
Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się nie pomyliła w haftowaniu i nie narobiła sobie pod górkę. A co! Pomyliłam się gdzieś i za nic w świecie nie mogę dojść do tego gdzie. Dlatego też stwierdziłam, że muszę zacząć haftować po drugiej stronie, dojść do momentu stycznego i wtedy jakoś naprawić swój błąd. Gdzieś pominęłam po prostu jedną kolumienkę krzyżyków. Ale gdzie, tego nie wiem. Stąd też dzisiaj będą dwie różne perspektywy haftu. Po pierwsze to co wyhaftowałam z lewej strony, tam gdzie błąd. Po drugie moje postępy z prawej strony haftu. Taki misz-masz powstał przez ten błąd. Chcę jak najszybciej dojść do wspólnego momentu i jakoś naprawić tenże błąd. Pewnie nie będzie on nawet widoczny w efekcie końcowym. Co nie zmienia faktu, że jest denerwujący na tę chwilę. A oto postępy:
Tak było w maju
Lewa perspektywa
Prawa perspektywa
Zdjęcia jakości średniej, brak mi weny i kreatywności na wspaniałe sesje zdjęciowe. Dlatego zdjęcia tamborkowe, podczas pracy. W tle nawet załapała się moja wspaniała poducha, dzięki której mogę cokolwiek haftować. Jak widzicie, mimo dwóch perspektyw, krzyżyków nie przybyło za wiele. Idzie mi jak po grudzie, bo nadal ciężko znaleźć pozycję wygodną na dłuższą metę. Ale! Walczę i nie poddam się :)

***
Dziękuję za wszystkie komentarze, słowa wsparcia i otuchy, za wszystkie wiadomości, które do mnie piszecie. Dziękuję za to, że jesteście.
Witam również nowych, wspaniałych obserwatorów w progach mojego blogowego domu, rozgośćcie się na długo! Ślę Wam buziaki i życzę dużo weny i nowych pomysłów! :)

sobota, 1 kwietnia 2017

Hortensje (1) i prezent

Witam Was serdecznie w nowym miesiącu!
Za oknem piękna słoneczna pogoda, która pokrzykuje: "wyjdź, spaceruj, haftuj". Ja zostałam póki co przytwierdzona do komputera, nauka sama się nie zrobi. Jednak nie przychodzę do Was, żeby narzekać na ilość obowiązków naukowych! Dzisiaj przychodzę do Was z dwoma rzeczami.
Pewnie spodziewaliście się, że jednak dam radę Fuksjom i dzisiaj będzie finał, w końcu jutro mama ma urodziny. Niestety, żeby tej krótkiej tradycji stało się zadość, poległam i z tym terminem wyszywania prezentu urodzinowego. Nie wiem, dlaczego się tak dzieje! Niemniej jednak Fuksje skończę z poślizgiem, a mama będzie musiała się na razie czym innym zadowolić. Zamiast więc prężyć dumnie pierś, jaka to jestem wspaniała, bo Fuksje skończone, pokażę Wam zupełną nowość!
Jakiś czas temu Ania zaproponowała ponowny udział w testowaniu wzorów dla Coricamo. Pierwszy test był przyjemny, z Gnomkiem zakolegowaliśmy się, a więcej o tym możecie poczytać, o tutaj. Więc pomyślałam: "dlaczego nie?". I takim oto sposobem na początku tygodnia dotarła do mnie przesyłka z zestawem do haftu. Zestaw ten, to prześliczne Hortensje na tle starożytnej kolumny. Wiem, nie jestem fanem kwiatków i w ogóle fuksje nieskończone, a ja za kolejne kwiatki się biorę. Odbiło mi. Ale! Tak to już jest z uzależnieniem i miłością do krzyżyków - człowiek mało racjonalnie przecież myśli :) W każdym razie zestaw rozpakowany, pooglądany, jeszcze nie wylądował na tamborku, ale to już lada dzień. Sam zestaw to kolorowy wzór z instrukcją, 38 kolorów muliny Madeira ponawlekanych na ponumerowane bobinki, kawałek białej kanwy oraz igła. Całość prezentuje się tak:
Nic tylko brać się za pierwsze krzyżyki. Ale! Najpierw nauka, fuksje a później hortensje. 
Poza tym, chciałam znowu pochwalić się prezentem, jaki dostałam wczoraj na urodziny. Wiem, urodziny miałam prawie miesiąc temu, ale dopiero wczoraj udało się nam z Małgosią zobaczyć. Przyjechała do mnie w odwiedziny z prezentem, który składał się z samych cudowności: papierów, zawieszek, dziurkacza, wykrojników do Big Shota, słodkości i innych wspaniałości:
Oprócz prezentu, dostałam również przecudowną kartkę, która zachwyciła całą moją rodzinę. Kartka  to nic innego jak pudełeczko Pop Up Box, a Gosia jest mistrzem ich robienia. Sami popatrzcie na to cudo:
Jak widzicie piękna kartka, cudowne prezenty. A ja jeszcze raz dziękuję Gosiu za to wszystko! :*
***
Wam Kochani natomiast życzę udanego weekendu, pięknej pogody i dużo weny do tworzenia! Dziękuję, że jesteście! :)

poniedziałek, 20 lutego 2017

A my z Gnomikiem wyczekujemy wiosny!

Witajcie! 
Znów do Was przychodzę, żeby nie było, że zaniedbuję. Chociaż dzisiaj przychodzę tylko na chwilę i właściwie z niczym ani nowym, ani spektakularnym. Jakiś czas temu w ramach testów dla Coricamo, wyhaftowałam Wiosennego Gnomika. Mam nadzieję, że pamiętacie mojego przesympatycznego koleżkę. Jeżeli nie, odsyłam po więcej o nim, o tutaj. 
W każdym razie, jako, że Gnomek sobie leżał bezczynnie, a pewna mała dziewczynka potrzebuje ozdoby do pokoju, stwierdziłam, że czas na oprawienie Gnomka i wysłanie go w świat. Zanim jednak sobie poszedł, to oboje spragnieni promieni słonecznych, wybraliśmy się na poszukiwania wiosny:
 
Gnomuś w nowiutkiej oprawie bardzo dokładnie przeszperał okolice i nawet udało się mu znaleźć słońce. Dzisiaj za oknem również piękna pogoda, więc może Gnomuś przez wyjazdem spełnił moje marzenie i znalazł tę Wiosnę! Oby!
 
***
Dziękuję za komentarze pełne zachwytu pod adresem Afrykanki. Cieszę się, że podoba się Wam ona, tak jak i mnie :) Poza tym wśród obserwatorów zagościły nowe osoby, zatem witam serdecznie wszystkich w moich skromnych progach! Życzę Wam wszystkim dużo słońca, weny i radości w tym tygodniu! Pozdrawiam! :)


sobota, 7 stycznia 2017

Wiosenny Gnomik (2) - Finał

Witajcie Kochani! 
Za oknem w końcu zima (choć osobiście jestem dość ciepłolubna, to jednak zima jest istotna) a ja nadal odcięta jestem od mojego głosu. Mimo gorszej kondycji zdrowotnej (a może właśnie dzięki niej) udało mi się przyjść do Was z moim nowym koleżką - Wiosennym Gnomikiem (czy tam Skrzacikiem). Gnomuś ma kapelutek, okularki, fajowe wdzianko i konewkę. Dogląda, żeby Wiosna dotarła do nas wtedy, kiedy będzie pora. Fajny koleżka z tego Gnomka. Zresztą, sami zobaczcie:
Oczywiście i w przypadku Gnomka magia konturów zadziałała. Zawsze mnie to zachwyca.
W każdym razie, hafcik dotarł do mnie dzięki uprzejmości Coricamo za pośrednictwem kochanej Ani. Gnomek przyfrunął do mnie w ramach testowania zestawu. A skoro mój koleżka jest już cały, zdrowy i pilnuje nam Wiosny, ja mogę podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami.
Cały zestaw zawiera w sobie: posortowaną mulinę firmy Madeira, igłę, kawałek białej Aidy 14 Ct oraz kolorowa książeczka ze wzorem i objaśnieniami. Sam hafcik to 15x15 cm a więc naprawdę nie jest wielki. Gnomuś składa się z 20 różnych kolorów, co jak wspominałam jest super, bo jest żywy i barwny. Mimo wielości kolorów w tak niewielkim hafcie, nie ma się odczucia, że to pikseloza i plątanina kolorów, za co wielki plus. We wzorze podano, że powinno się haftować trzema nitkami muliny, natomiast ja zostałam przy dwóch. Po moich przygodach z błędami w nawlekaniu (o tutaj) oraz przygodach z Lancelotem, jestem uczulona na zbyt dużą ilość nitek. Wolę mniej, a prześwity wcale mi nie przeszkadzają i nie zwracam na nie uwagi. Sam wzór jest kolorowy, ale przy tym bardzo czytelny i ogólnie dobrze rozpisany. Muliny jest dość dużo ponawlekanej na bobinki i ponumerowanej wg odpowiednich symboli we wzorze. Fajne jest też to, że mimo wszystko są oznaczenia samej Madeiry. Gdyby ktoś chciał po raz 10 wyszyć Gnomusia i mu zabrakło muliny, spokojnie można sobie ją dokupić. Generalnie Gnomka haftuje się szybko i przyjemnie.
Ale! Oczywiście, że znalazłam jakieś "ale" :) Po pierwsze, igła. Zbyt duża! Nawet  jak na Aidę 14 Ct. Dlatego też przerzuciłam się na swoją mniejszą o rozmiarze 26. Niby nie problem. Każda hafciarka ma swoje igły. Ale! Jak już się kupuje cały zestaw, to fajnie by było, żeby te igły nie były gigantyczne. Po drugie, uważam, że ilość backsititchy jak na tak niewielki haft jest naprawdę duża. Nie przeczę, że jak to się mówi "robią robotę". Ale! No właśnie konturowanie sprawia wielu hafciarkom problem i odstrasza od danego haftu. Sama osobiście też ich nie lubię i nie jestem nigdy w stanie odwzorować konturów dokładnie wg wzoru. Pewnie to mój brak cierpliwości i umiejętności. Niemniej jednak te wszystkie kontury przy twarzy, dłoniach, włosach nastręczyły mi trochę problemów, a co za tym idzie  Gnomuś nie jest idealnie proporcjonalny i wg wzoru. Mnie to nie przeszkadza nawiasem mówiąc. Ale, no właśnie dla części może to być problem.
Podsumowując Gnomuś, czy też Skrzacik jest bardzo przyjemnym krzyżykowo hafcikiem. Bardzo kolorowy i pocieszny. Minusem jest jednak zbyt duża ilość dość zagmatwanych konturów. Wzór jest czytelny, wszystko (no może oprócz igły) znajduje się w zestawie. Cały zestaw możecie zakupić na stronie Coricamo, o tutaj. Ponadto wzór będzie dostępny również w najnowszym numerze Igłą Malowane. Z tego co się zorientowałam, mój nowy koleżka ma swoich kompanów, a więc dla chętnych można mieć całą Gnomkową rodzinkę. Serdecznie polecam Gnomka, a za możliwość zapoznania się z nim dziękuję zarówno Coricamo, jak i Ani.
Pozdrawiam Was serdecznie, a już za niedługo pojawię się tutaj z Magicznymi Fuksjami. Przesyłam Wam stos gorących buziaków!

czwartek, 29 grudnia 2016

Wiosenny Gnomik (1)

Witajcie moi Drodzy w te ostatnie dni tego roku!
Dzisiaj wpadam do Was z nowym moim kolegą: Wiosennym Gnomikiem! Wiem! Spytacie, gdzie poznałam takiego Gnomika? A no poznałam go dzięki uprzejmości Coricamo. Ale! Już wszystko mówię od początku.
Jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia Ania, zapytała mnie, czy chcę zostać testerką wzorów dla wspomnianego już Coricamo. Gdy zobaczyłam tego uroczego kolesia, pomyślałam: "Ha! pewnie, że chcę!". I tak oto dwa dni temu Pan Listonosz przyniósł mi tego uroczego Gnominka, który zadomowił się bardzo szybko na moim tamborku.
Gnomuś jest niewielki, bo jego wymiar to raptem 15x15 cm. Cały zestaw zawiera w sobie muliny firmy Madeira, kawałek Aidy 14 Ct, kolorowy wzór oraz igłę. Zestawy Coricamo są mi znane, bo przecież moją Gejszę tam właśnie zakupiłam i byłam bardzo zadowolona. W każdym razie Gnomuś, mimo, że mały, to ma aż 20 kolorów. Póki co, bardzo mnie cieszy taka liczba kolorów, bo to zwiastuje, że haft będzie żywy i piękny. Jak będzie, zobaczymy dalej. Gnomuś powolutku robi się, są pierwsze krzyżyki i póki co, jestem zadowolona :) 
Poznajcie mojego nowego koleżkę: 
Czyż nie jest uroczy? 
Dziękuję Wam pięknie za wszelkie gratulacje, które spłynęły do mnie w związku z mini publikacją samplera. Aż się rumienię tak mi słodzicie :) To wspaniałe zostać docenionym w szerszym gronie! W każdym razie pięknie dziękuję Wam za wszelkie dobre słowa! 
Nie wiem, czy uda mi się do Was jeszcze przydreptać przed końcem roku, dlatego, przesyłam stos uścisków, buziaków oraz życzenia na Nowy Rok: oby ten Nowy Rok był dla Was dobry, pomyślny oraz bardzo kreatywny!
Pozdrawiam serdecznie wszystkich! 

piątek, 9 października 2015

Zwierzenia amatorki haftu

Jak pisałam w powitalnej notce, haftem zajmuję się niecały właściwie rok. Przygoda ta zaczęła się od pomysłu: spróbuję. Pomysł ten oczywiście obwieściłam na forum domowym, gdzie po krótkich zdumionych chrząknięciach, mąż stwierdził: spróbuj, może to właśnie to. Idąc tym tropem udałam się do pasmanterii, gdzie zaopatrzyłam się w pierwszy w moim życiu wzór do haftu, mulinę oraz igły. Wzór oczywiście prosty: toż to tylko żółta gwiazdka wymalowana na sztywnej kanwie. Wzór może i prosty, ale początki trudne. Ileż ja się namęczyłam, żeby w ogóle załapać, gdzie wbić igłę, gdzie ją wyjąć i właściwie, co to jest krzyżyk? Nie mówiąc już o problematycznej kwestii: ile nitek i dlaczego tyle. Jednak od czego są internety! Blogi hafciarek to kopalnie wiedzy! Gdyby tak ktoś chciał mi zapłacić za ilość spędzonych godzin na tychże blogach, to nie musiałabym się martwić o fundusze na mulinę na następną dekadę :)


Jednakże wracając do gwiazdki - bakcyla załapałam! Co więcej, jako, iż to był okres bożonarodzeniowy, zażądałam(!) kolejnego wzoru pod choinkę! A co! Wzór ten - słoneczniki - dość potężny, jak na me marne jeszcze zdolności, zaczęłam namiętnie wyszywać. Jednakże, okazało się, że kanwa z nadrukiem, to jedynie amatorszczyzna w najniższym stopniu bycia amatorem haftowania. Odkryłam (przy okazji kolejnych godzin w blogosferze haftu), że istnieją tamborki, wzory liczone, piękne nożyczki, setki przydasiów, wszelkie kolory kanw oraz dziesiątki innych tkanin i sposobów na to, by zająć swój nikły czas i wydać setki pieniędzy! Zatem zakupiłam i tamborek i inne rzeczy, znalazłam wzór i zabrałam się za haftowanie Nefretete. Takim oto sposobem: słoneczniki stały się UFOkiem (któż wcześniej znał takie określenie) i leży grzecznie w pudełku.



Przy okazji tego haftu: naklęłam się, nacudowałam, nawymyślałam sobie od idiotek i setki razy wpadłam w czarną rozpacz! Jednak zawzięcie stawiałam te krzyżyki, prułam je (bo z mym roztargnieniem pomyliłam się setki razy), stawiałam je od nowa i jak głupia cieszyłam się z każdego postępu. Nefretete jest już skończona, czeka teraz na oprawę :)


Po Nefretete nadszedł czas poszukiwań odpowiedniego wzory gejszy, na którą wręcz zachorowałam. Zdecydowałam się na zakup w sklepie Coricamo całego zestawu: kanwy, wzoru, posegregowanej muliny Madeira oraz igły. Trochę się obawiałam tego pierwszego razu, jednak, gdy przesyłka dotarła: zachwyciłam się od razu. I tak stawiam zawzięcie krzyżyki w mojej gejszy, nie mogąc się doczekać końca.


W między czasie (moja niecierpliwość nie pozwoliła mi zbyt długo czekać) podjęłam się zrobienia igielnika - efekt końcowy dość marny, ale uważam, że na pierwszy raz zadowalający :) Przyznam szczerze, myślałam, że zrobienie tego igielnika pójdzie mi zdecydowanie szybciej i łatwiej. Jednak okazało się to mozolna pracą: najpierw krzyżyki, później filc - zszycie tego to katorga! Jednak efekt końcowy zadowala mnie i pewnie to nie ostatnia próba igielnika :) 



Ostatnią rzeczą, którą zrobiłam w temacie hafciarskim to wyszycie świętego Jana Pawła II na prezent dla pewnej Pani. Przyznaję bez bicia: źle mi się strasznie wyszywało! Wzór prosty, kolory piękne, efekt cudowny, ale sam proces stawiania krzyżyków męczący! Nie wiem, czy było to spowodowane tym, że podświadomie czułam presję, że to na prezent, czy o co chodziło, ale ciągle się myliłam, prułam, próbowałam od nowa! No istna katastrofa. Niemniej jednak wzór (z opóźnieniem) skończyłam. Co więcej: podjęłam próbę oprawienia go. Przyznaję robiłam to z niechęcią i przygotowana na beznadziejny końcowy efekt. Okazało się jednak, że się zaskoczyłam: oprawa się udała, ramka pasuje, haft wygląda dobrze. Mam nadzieję, że obdarowanej też się spodoba.




Tak oto doszłam do końca zwierzeń hafciarskich z mojej kilkumiesięcznej kariery amatorki haftu :) Dotychczasowe przygody z haftem umacniają mnie jednak w przekonaniu, że jak mój mąż stwierdził: to jest właśnie to! :) 
Pozdrawiam serdecznie! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...