> Mulinowanie i inne wariactwa: len

sobota, 17 września 2016

Forever & Always (4)

Dzisiaj krótko i na temat, bo znowu przychodzę z samplerem, a raczej z postępami w samplerze. Nadal się nic nie zmieniło, czyli sampler wyszywa mi się mega przyjemnie. Igła wręcz płynie po lnie. Niemniej jednak trudności przysparzają mi ćwierć krzyżyki. Nie mam pojęcia, jak je rozgryźć, a niestety dość dużo jest ich w tym hafcie. Nie potrafię się z nimi dogadać, więc to taki duży minus. Nie polubimy się już raczej nigdy. Na moje nieszczęście mają one swoją rolę, więc muszę jakoś je stawiać, co niestety psuje płynność haftowania. Po drugie, gdzieś popełniłam błąd i minimalnie mi się poprzesuwało w jednym miejscu. Fakt, nie widać tego i nie da się wyłapać błędu okiem. Jednak ja wiem, że on jest i muszę się pilnować, żeby o nim pamiętać. Nie mam pojęcia, gdzie zrobiłam błąd i już nie dojdę, ale na szczęście nie wpływa on na wygląd haftu. I to chyba tyle z takich problemów na samplerowym polu bitwy :)

Tak było ostatnio




Nie przybyło za wiele, bo ostatnio siedziałam nad albumem, który pochłonął lwią część mojego czasu wolnego. Ale! Jak widzicie, pojawiła się już para młoda z połową swojego ślubnego orszaku. Trochę trudniej wyszywa się te postaci przez te ćwierć krzyżyki, które rozpanoszyły się w tej części samplera wszędzie. Niemniej jednak muszę trochę narzucić sobie tempo pracy, bo przecież październik zanim się obejrzę już przybędzie, a gdzie jeszcze ozdobienie samplera, oprawienie i w ogóle? Zatem, kończę gadać (miało być krótko dzisiaj) i idę haftować :)

niedziela, 22 maja 2016

Forever & Always (1)

Podchodziłam jak kot do jeża. Ale podeszłam i len nie jest straszny! Trochę sprawia kłopotów - nie wprawione oko i umysł nie zawsze wiedzą, gdzie igłę wbić. No i czasami trzeba odpruć i znów zrobić. Ale! Nie jest źle! Co więcej, jest całkiem, a całkiem przyjemnie :) 
A więc takie moje spostrzeżenia dotyczące lnu:
  1. Len jest bardzo miłym materiałem w dotyku i krzyżyki prezentują się na nim ślicznie. Fakt, nie wszystkie są równe, ale to też jeszcze wina średnich umiejętności hafciarskich.
  2. Trudno się go na tamborek naciąga, żeby było w miarę równo.
  3. Poza tym chyba mam za dużą igłę, albo za mocno ściągam mulinę, bo dość duże oczka zostają. Mam nadzieję, że po praniu len wróci w miarę na swoje miejsce i nie będzie straszył "dziurami", a jedynie będzie pięknie się prezentował.
  4. Efekt haftu (mimo tak niewielkiego skrawka) według mnie jest prześliczny. Okazuje się prawdą, że len jest idealny na samplery i hafty bez tła.
To takie krótkie spostrzeżenia po pierwszych doświadczeniach z lnem.  Jestem zauroczona nim oraz samym samplerem. Coś czuję w kościach, że będzie piękny. Nawet się zastanawiam, czy swoją pamiątkę ślubną nie wyhaftować i nie powiesić. Fakt, jesteśmy dwa lata po ślubie. No ale dwa lata temu nie wiedziałam, że istnieje tak piękny wzór, a nawet nie haftowałam jeszcze. Zobaczę, ale coś mi się wydaję, że i ja się pokuszę na ten cudowny wzór. A teraz zapraszam Was do zobaczenia moich zmagań z lnem:






Zdjęcie samego górnego paska zrobione zostało wieczorem - stąd ta średnia jakość i inny wygląd lnu. Reszta zdjęć zrobiona została w dzień i oddaje w sumie kolor samego lnu.
Jak widzicie, wyhaftowałam niewiele - brak czasu. No i koń, oczywiście. Teraz wracam do konia, jest jednak priorytetem. Chociaż tęsknie rzucam okiem na sampler. To taka cudowna odmiana po szaroburym koniu. Te piękne, pastelowe kolory i delikatność zachęcają i wołają: "zostaw bure kolory konia, weź nas!". Ale! Jestem twarda babka: nie dam się omamić :) Koń musi zostać zrobiony. Choć przyznam szczerze, że chyba jednak nie zdążę. Zobaczymy.
A Wam kochani, życzę wspaniałego, pięknego dnia. 

wtorek, 17 maja 2016

Przełamując monotonność: zakupy :)

Zdecydowałam się w końcu na zakupy. A właściwie to okoliczności za mnie zdecydowały. Wiadomo, gdyby zakupy hafciarskie zależały tylko od mojego "widzimisię" to byłyby robione non stop ;) Ale, że mam ograniczone możliwości finansowe, zakupy trzeba robić rzadko. I z głową. Chociaż, moja Racjonalność wyłącza się, gdy wchodzę na strony sklepów. Zawsze mam konkretny plan zakupów, ale brak Racjonalności i Zdrowego Rozsądku w takich momentach (swoją drogą, wydaje mi się, że idą oni we dwoje na kawę jakąś, czy ciastko), powoduje, że wszystko bym kupiła i większość ląduje w koszyku. A potem zdziwienie: "Tyle mam zapłacić? Przecież zamówiłam raptem kilka motków muliny!". No i trzeba systematycznie wyrzucać, te wszystkie, niezbędne rzeczy z koszyka.
Tym razem było podobnie. Racjonalność zawinęła się pod ramię ze Zdrowym Rozsądkiem i ulotnili się cichaczem. Na kawę. Albo prędzej na ciastko, bo przecież skądś te dodatkowe kilogramy biorą się na brzuchu i udach, prawda? W końcu ja czekolady nie jadam :D To ich sprawka.
Niemniej jednak zrobiłam zakupy. Pierwsze od lutego! Ale ten czas leci. Zakupy na okoliczność październikowego ślubu. Zapytacie: ale po co tak wcześnie? A no dlatego, że znając moje możliwości hafciarskie i tak się mogę nie wyrobić. Tym bardziej, że pierwotny plan z koniem, że go skończę do końca kwietnia, legł w gruzach. Staram się uczyć na błędach, więc chcę mieć zapas czasu. Poza tym nie mam pojęcia zielonego jak się haftuje na lnie, ani jak się ozdabia haft koralikami, czy jakimiś Algerian eyes. Z tych względów muszę mieć dużo czasu. W końcu haft musi być idealnie zrobiony i dokładnie wykończony. Wszakże to ślub mojej najlepszej przyjaciółki. Nie wiem jeszcze jak to zrobię, ale no jakoś muszę. 
Zakupy oczywiste: tkanina, muliny, igły, koraliki. No i oczywiście pojawiły się problemy techniczne. Autorka wzoru podaje, że najlepiej byłoby mieć Belfast w kolorze fioletoworóżowym. U nas nie odnalazłam takiego. Więc zamówiłam tkaninę w kolorze starego różu. Mam nadzieję, że będzie ładnie to wyglądało. Pociesza mnie fakt, że na kolor przewodni ślubu wybrany został róż  (a właściwie to pociesza w tym aspekcie, bo sama się będę musiała wbić w róż, a to już ciężka sprawa). Poza tym przewodnim kolorem haftu jest biały, więc sądzę, że nie zrobi to stanowczej różnicy, jeżeli chodzi o tony różu i fioletu na tkaninie. Czas pokaże.

Tak wyglądać ma całość.
Zdjęcie zrobione stronie w Cross Stitch Collection, z którego pochodzi wzór 
Belfast w kolorze starego różu
Całość mulin i koralików

Poza tym nie wiem, jak się haftuje na lnie. Wydaje mi się to naprawdę trudne i będę musiała na malutkim skrawku poćwiczyć dla wprawy. Do tego dochodzi metalizowana mulina, o której czytałam same złe rzeczy.
Kolejnym problemem był wybór koralików. Po pierwsze: nie mam o tym pojęcia. Po drugie, rozpiska nie podaje koloru koralików. Zatem, zostałam zdana na siebie. Stawiam na biel, krem. Zamówiłam następujące rodzaje:


No i chyba tak sobie myślę, że wybiorę biel. No może krem? Nie wiem. Zdecyduję na końcu. O ile to w ogóle wyhaftuje :) Swoją droga muszę się do edukować w sprawie ozdabiania koralikami haftów. Nie mam pojęcia, jak to się robi. Może macie dla mnie jakieś porady, rady? Co się robi, z czym się to je? Wiem, że część z Was ozdabia koralikami hafty i wychodzi to przepięknie.
No i te nieszczęsne Algerian eyes. Nie wiem, co mnie podusiło, żeby taki wzór wybrać. To znaczy wiem: bardzo jest piękny i naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem. Ale, nie wiem, czy ja podołam temu wyzwaniu. Znów się rzucam z motyką na słońce. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

***
Wracając do monotematyczności: koń robi się cały czas. Grzywa rośnie :) Może się wyrobie jednak. Ale nie zapeszam. A Wam dziękuję za doping, obserwację, uwagi i w ogóle: dziękuję :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...