> Mulinowanie i inne wariactwa: UFOk

niedziela, 18 października 2015

Nareszcie!

Nareszcie! W piątek udało mi się skończyć mojego UFOka - nieszczęsne słoneczniki na twardej kanwie z nadrukiem. Skończyłam, ale nigdy więcej, nawet za dopłatą, nie będę haftowała na kanwie z nadrukiem. Po pierwsze, sama kanwa ma wielkie dziurki, jest twarda i szorstka. Po drugie, wzór jest niedokładnie nałożony, przez co efekt końcowy jest dość średni - kwadratowy wygląd kwiatów. Po trzecie, nie jest to ta sama satysfakcja i radość z haftowania, co haftowanie wzorów liczonych. A oto poniżej nieszczęsne słoneczniki:




Dane techniczne:
Kanwa z nadrukiem - Collection D'Art
Wielkość haftu: 21 cm x 49 cm
Mulina: Ariadna - 13 kolorów

Po skończeniu nieszczęsnych słoneczników, zajęłam się robieniem kartki z królikiem, która dołączona była do zakupionego przeze mnie Cross Stitch Crazy. Kolorki są bardzo wiosenne, jak sam mały hafcik, co jest dość przyjemne w te szare, deszczowe dni. Króliczek bardzo powoli powstaje (wiadomo, brak czasu). Mam nadzieję, że szybko skończę ten hafcik, a kartka będzie ładna.



Ponadto na tamborek wraca moja kochana gejsza, ale o tym w innym poście :) 

niedziela, 11 października 2015

Walka ze słonecznikami

Od 3 dni walczę z pokusą, by kolejny raz rzucić te nieszczęsne słoneczniki w kąt! Jednakże przy dopingu męża oraz mojej nieumiejętności spania spokojnie, gdy coś jest nieskończone, stawiam z rozpaczą na twarzy kolejne krzyżyki. Moja niechęć, co do tego wzoru nie wynika z faktu, że słoneczniki są brzydkie. Nie, uważam, że sam wzór może nie powala, ale jest niczego sobie. Rozpacz ta wynika z faktu, że wzór jest naniesiony na twardą kanwę! Wiem, mój błąd - mogłam nie kupować (właściwie nie żądać) tego wzoru. Jednak, kto to wiedział, że za tymi podmalowanymi kanwami kryje się wspaniały świat wzorów liczonych? Na pewnie nie ja, Dlatego teraz męczę się niemiłosiernie. Krzyżyki wychodzą średnie, kanwa ociera mi palce (strasznie sztywna), wzór - szału nie ma, gejsza czeka niespokojnie w szufladzie na swoją kolej, a ja zaciskam ze złości zęby i prę powoli do przodu. Wiem, mogłabym w końcu tego nie robić, właściwie kto mi nakazuje? Nikt, ja sama. Jednak to jest tak: coś zaczynam, nie kończę, to mam wyrzuty sumienia. Poza tym już trochę pracy i muliny włożyłam w te słoneczniki, więc w sumie szkoda by było to zostawić takie rozbabrane. Niemniej jednak, plusem jest to, że dłubiąc w nich, oglądam sobie seriale - w końcu nie trzeba się tutaj zbytnio skupiać nad stawianiem xxx. A oto postępy z tych koszmarnych hafciarsko dni:



Mam nadzieję, że ostatnie elementy tła, które mi zostały, skończę bardzo szybko i będę mogła o tym zapomnieć :)

piątek, 9 października 2015

Zwierzenia amatorki haftu

Jak pisałam w powitalnej notce, haftem zajmuję się niecały właściwie rok. Przygoda ta zaczęła się od pomysłu: spróbuję. Pomysł ten oczywiście obwieściłam na forum domowym, gdzie po krótkich zdumionych chrząknięciach, mąż stwierdził: spróbuj, może to właśnie to. Idąc tym tropem udałam się do pasmanterii, gdzie zaopatrzyłam się w pierwszy w moim życiu wzór do haftu, mulinę oraz igły. Wzór oczywiście prosty: toż to tylko żółta gwiazdka wymalowana na sztywnej kanwie. Wzór może i prosty, ale początki trudne. Ileż ja się namęczyłam, żeby w ogóle załapać, gdzie wbić igłę, gdzie ją wyjąć i właściwie, co to jest krzyżyk? Nie mówiąc już o problematycznej kwestii: ile nitek i dlaczego tyle. Jednak od czego są internety! Blogi hafciarek to kopalnie wiedzy! Gdyby tak ktoś chciał mi zapłacić za ilość spędzonych godzin na tychże blogach, to nie musiałabym się martwić o fundusze na mulinę na następną dekadę :)


Jednakże wracając do gwiazdki - bakcyla załapałam! Co więcej, jako, iż to był okres bożonarodzeniowy, zażądałam(!) kolejnego wzoru pod choinkę! A co! Wzór ten - słoneczniki - dość potężny, jak na me marne jeszcze zdolności, zaczęłam namiętnie wyszywać. Jednakże, okazało się, że kanwa z nadrukiem, to jedynie amatorszczyzna w najniższym stopniu bycia amatorem haftowania. Odkryłam (przy okazji kolejnych godzin w blogosferze haftu), że istnieją tamborki, wzory liczone, piękne nożyczki, setki przydasiów, wszelkie kolory kanw oraz dziesiątki innych tkanin i sposobów na to, by zająć swój nikły czas i wydać setki pieniędzy! Zatem zakupiłam i tamborek i inne rzeczy, znalazłam wzór i zabrałam się za haftowanie Nefretete. Takim oto sposobem: słoneczniki stały się UFOkiem (któż wcześniej znał takie określenie) i leży grzecznie w pudełku.



Przy okazji tego haftu: naklęłam się, nacudowałam, nawymyślałam sobie od idiotek i setki razy wpadłam w czarną rozpacz! Jednak zawzięcie stawiałam te krzyżyki, prułam je (bo z mym roztargnieniem pomyliłam się setki razy), stawiałam je od nowa i jak głupia cieszyłam się z każdego postępu. Nefretete jest już skończona, czeka teraz na oprawę :)


Po Nefretete nadszedł czas poszukiwań odpowiedniego wzory gejszy, na którą wręcz zachorowałam. Zdecydowałam się na zakup w sklepie Coricamo całego zestawu: kanwy, wzoru, posegregowanej muliny Madeira oraz igły. Trochę się obawiałam tego pierwszego razu, jednak, gdy przesyłka dotarła: zachwyciłam się od razu. I tak stawiam zawzięcie krzyżyki w mojej gejszy, nie mogąc się doczekać końca.


W między czasie (moja niecierpliwość nie pozwoliła mi zbyt długo czekać) podjęłam się zrobienia igielnika - efekt końcowy dość marny, ale uważam, że na pierwszy raz zadowalający :) Przyznam szczerze, myślałam, że zrobienie tego igielnika pójdzie mi zdecydowanie szybciej i łatwiej. Jednak okazało się to mozolna pracą: najpierw krzyżyki, później filc - zszycie tego to katorga! Jednak efekt końcowy zadowala mnie i pewnie to nie ostatnia próba igielnika :) 



Ostatnią rzeczą, którą zrobiłam w temacie hafciarskim to wyszycie świętego Jana Pawła II na prezent dla pewnej Pani. Przyznaję bez bicia: źle mi się strasznie wyszywało! Wzór prosty, kolory piękne, efekt cudowny, ale sam proces stawiania krzyżyków męczący! Nie wiem, czy było to spowodowane tym, że podświadomie czułam presję, że to na prezent, czy o co chodziło, ale ciągle się myliłam, prułam, próbowałam od nowa! No istna katastrofa. Niemniej jednak wzór (z opóźnieniem) skończyłam. Co więcej: podjęłam próbę oprawienia go. Przyznaję robiłam to z niechęcią i przygotowana na beznadziejny końcowy efekt. Okazało się jednak, że się zaskoczyłam: oprawa się udała, ramka pasuje, haft wygląda dobrze. Mam nadzieję, że obdarowanej też się spodoba.




Tak oto doszłam do końca zwierzeń hafciarskich z mojej kilkumiesięcznej kariery amatorki haftu :) Dotychczasowe przygody z haftem umacniają mnie jednak w przekonaniu, że jak mój mąż stwierdził: to jest właśnie to! :) 
Pozdrawiam serdecznie! 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...