> Mulinowanie i inne wariactwa: Tęczowy kot

sobota, 29 lipca 2017

Tęczowy Kot (3)

Witajcie!
Jak zapowiedziałam, tak jestem z kolejną odsłoną Tęczowego Kota. Mimo, iż bardzo przyjemnie się go haftuje, to jakoś poziom energii do machania igłą maleje każdego dnia. Niemniej jednak coś się dzieje na tamborku. Kotek od ostatniej odsłony dość nieźle urósł. Coraz wyraźniejszy staje się jego pyszczek, no i te jego wąsy zachwycają mnie ;) Kolory pięknie odcinają się od czarnej kanwy i są bardzo optymistyczne.
Stan z końca czerwca
Jak widzicie, połowa haftu już właściwie za mną. Jeszcze trochę i kociak będzie ukończony. Generalnie, gdyby nie mój obecny stan, to pewnie kotek dawno byłby skończony, bo naprawdę bardzo przyjemnie się go haftuje - duże plamy kolorów, nie jest przekombinowany, a wyłania się naprawdę sympatyczna mordka :)
Co do Hortensji, to też się coś dzieje. Fakt, że błąd nadal nienaprawiony jest dla mnie deprymujący, no i te kolory są nużące. Ale! Po wspaniałych kolorach w kociaku, przyda się trochę wyciszenia w beżach kwiatków. Mam nadzieję, że za niedługo pokażę Wam, jak tło (tak wiem, nadal tło) rośnie w Hortensjach.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i dziękuję za każdy pozostawiony przez Was ślad :)

środa, 21 czerwca 2017

Tęczowy Kot (2)

Witajcie moi Drodzy!
Wiem, trochę mnie nie było w blogosferze! Ani tutaj nic nie działałam, ani nic Was nie odwiedzałam. Spowodowane to jest póki co moją lekką niedyspozycją - odgiętymi żebrami. Dzięki tej niedyspozycji moje życie ogranicza się do spacerów (niedługich, bo nogi puchną), stania, leżeniu na prawej stronie (i to tylko dzięki pewnej magicznej poduszce) oraz dziesięciominutowym sesjom siedzenia (dłużej nie daję rady usiedzieć). Dlatego też moja aktywność krzyżykowo-scrapowa ograniczona jest do minimum. Stawiam wprawdzie krzyżyki, ale raptem parę dziennie. Coś tam jednak od maja się zadziało w temacie Tęczowego Kota. Przyznaję miałam nadzieję, że uda mi się więcej wyhaftować tego kolorowego kociaka, jednak plany planami, a życie życiem. Dzisiaj notka krótka a sesja zdjęciowa z tamborka, niewyszukana zupełnie. Ale! Najważniejsze, że jest, że się dzieje. A oto postępy w kociaku:
Tak było początkiem maja
Koci nadzorca kociej sesji :)
Jak widzicie wyłania się pyszczek tęczowego mruczka. Piękne są te kolory, relaksujące, optymistyczne. Bardzo lubię ten haft, wspaniale się go robi. Choć haftowanie czarnym na czarnym nie jest proste! Przyznam szczerze miałam w ogóle nie haftować czarnej nitki, wszak czarna kanwa robi robotę. Ale! Po długim zastanawianiu się i konsultacji z szacownym małżonkiem, postanowiłam,  że czarne elementy, które są w środku kota zostaną wyhaftowane, natomiast te czarne elementy poza kotem odpuszczam. Uważam, że tak najpełniej będzie zwierzak wyglądał. 
Kończę Kochani mój wywód na dzisiaj. Mam nadzieję, że Maluch przesunie się trochę i żebra wrócą na swoje miejsce, a ja będę mogła relaksować się z tamborkiem i Waszymi blogami. Póki co postaram się jak najczęściej do Was zaglądać i tutaj. Tak często, jak niedyspozycja mi pozwoli.
Witam w gronie obserwatorów nowe osoby, czujcie się jak u siebie w domu! Wszystkim dziękuję za odwiedziny, komentarze, doping - jesteście niezastąpieni! Buziaki!

sobota, 6 maja 2017

Tęczowy kot (1)

Witajcie Kochani!
Wiem, wiem, że mnie nie było jeszcze tu w maju. Ale! Sesja za pasem, konferencja za pasem, doba się skraca, a ja mam coraz mniej sił. Dlatego też tak trochę Was zaniedbałam, zaniedbałam też trochę krzyżyki i inne sprawy. Niemniej jednak: jestem! Na chwilę, ale jestem!
Po skończeniu fuksji i na przekór ciągłej ulewie za oknem, sięgnęłam po (a jakże!) czarną kanwę, tęczowe barwy muliny i wzór kota. Tęczowy kot (tak sobie go nazwałam) to wzór od Norsvet. Dzięki uprzejmości zarówno Ani, jak i Sylwii (za co im niezmiernie dziękuję!), udało mi się nabyć tęczowe zwierzaki. Zaczęłam od kota, bo takie było życzenie mojego męża. Co się będę z nim kłócić, nie? Wszak wszystkie te zwierzaki są tak piękne, kolorowe i wspaniałe, że to bez różnicy, od którego zacznę. Haftuję na czarnej Aidzie 16 Ct, dwoma nitkami DMC, kolorów jest 16, a rozmiar haftu to 170x120 krzyżyków. Haftuje się bajecznie - piękne kolory i niewiele pikselozy! Normalnie oddycham z ulgą po fuksjach.
Przyznaję, że niewiele udało mi się postawić krzyżyków, ale zawsze to coś - każdą wolną chwilę, w której mam siły poświęcam na igłę. Ale! Dość gadania, popatrzcie na te piękne kolory:
Jak widzicie kotek sobie rośnie powoli, z każdym krzyżykiem. Ale! Zabijcie mnie - nie dogadam się z aparatem i czarną kanwą. To jest wyzwanie ponad moje siły! Nijak nie umiem zrobić zadowalającego mnie zdjęcia haftu na czarnej kanwie. Może kiedyś w końcu dojdę do tego, jak zrobić tak, by było dobrze. Póki co, jest jak jest.
Za niedługo pojawię się tutaj z pierwszymi krzyżykami w Hortensjach, w których tło jest powalająco monotonne. Ale! Wszystko w swoim czasie. 
Dziękuję za liczne komentarze, odwiedziny i wspaniałe słowa! Życzę Wam dużo słońca, mnóstwa czasu i wiele twórczej energii! A ja wracam do książek! Trzymajcie się pogodnie!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...