> Mulinowanie i inne wariactwa: Haftix

wtorek, 17 maja 2016

Przełamując monotonność: zakupy :)

Zdecydowałam się w końcu na zakupy. A właściwie to okoliczności za mnie zdecydowały. Wiadomo, gdyby zakupy hafciarskie zależały tylko od mojego "widzimisię" to byłyby robione non stop ;) Ale, że mam ograniczone możliwości finansowe, zakupy trzeba robić rzadko. I z głową. Chociaż, moja Racjonalność wyłącza się, gdy wchodzę na strony sklepów. Zawsze mam konkretny plan zakupów, ale brak Racjonalności i Zdrowego Rozsądku w takich momentach (swoją drogą, wydaje mi się, że idą oni we dwoje na kawę jakąś, czy ciastko), powoduje, że wszystko bym kupiła i większość ląduje w koszyku. A potem zdziwienie: "Tyle mam zapłacić? Przecież zamówiłam raptem kilka motków muliny!". No i trzeba systematycznie wyrzucać, te wszystkie, niezbędne rzeczy z koszyka.
Tym razem było podobnie. Racjonalność zawinęła się pod ramię ze Zdrowym Rozsądkiem i ulotnili się cichaczem. Na kawę. Albo prędzej na ciastko, bo przecież skądś te dodatkowe kilogramy biorą się na brzuchu i udach, prawda? W końcu ja czekolady nie jadam :D To ich sprawka.
Niemniej jednak zrobiłam zakupy. Pierwsze od lutego! Ale ten czas leci. Zakupy na okoliczność październikowego ślubu. Zapytacie: ale po co tak wcześnie? A no dlatego, że znając moje możliwości hafciarskie i tak się mogę nie wyrobić. Tym bardziej, że pierwotny plan z koniem, że go skończę do końca kwietnia, legł w gruzach. Staram się uczyć na błędach, więc chcę mieć zapas czasu. Poza tym nie mam pojęcia zielonego jak się haftuje na lnie, ani jak się ozdabia haft koralikami, czy jakimiś Algerian eyes. Z tych względów muszę mieć dużo czasu. W końcu haft musi być idealnie zrobiony i dokładnie wykończony. Wszakże to ślub mojej najlepszej przyjaciółki. Nie wiem jeszcze jak to zrobię, ale no jakoś muszę. 
Zakupy oczywiste: tkanina, muliny, igły, koraliki. No i oczywiście pojawiły się problemy techniczne. Autorka wzoru podaje, że najlepiej byłoby mieć Belfast w kolorze fioletoworóżowym. U nas nie odnalazłam takiego. Więc zamówiłam tkaninę w kolorze starego różu. Mam nadzieję, że będzie ładnie to wyglądało. Pociesza mnie fakt, że na kolor przewodni ślubu wybrany został róż  (a właściwie to pociesza w tym aspekcie, bo sama się będę musiała wbić w róż, a to już ciężka sprawa). Poza tym przewodnim kolorem haftu jest biały, więc sądzę, że nie zrobi to stanowczej różnicy, jeżeli chodzi o tony różu i fioletu na tkaninie. Czas pokaże.

Tak wyglądać ma całość.
Zdjęcie zrobione stronie w Cross Stitch Collection, z którego pochodzi wzór 
Belfast w kolorze starego różu
Całość mulin i koralików

Poza tym nie wiem, jak się haftuje na lnie. Wydaje mi się to naprawdę trudne i będę musiała na malutkim skrawku poćwiczyć dla wprawy. Do tego dochodzi metalizowana mulina, o której czytałam same złe rzeczy.
Kolejnym problemem był wybór koralików. Po pierwsze: nie mam o tym pojęcia. Po drugie, rozpiska nie podaje koloru koralików. Zatem, zostałam zdana na siebie. Stawiam na biel, krem. Zamówiłam następujące rodzaje:


No i chyba tak sobie myślę, że wybiorę biel. No może krem? Nie wiem. Zdecyduję na końcu. O ile to w ogóle wyhaftuje :) Swoją droga muszę się do edukować w sprawie ozdabiania koralikami haftów. Nie mam pojęcia, jak to się robi. Może macie dla mnie jakieś porady, rady? Co się robi, z czym się to je? Wiem, że część z Was ozdabia koralikami hafty i wychodzi to przepięknie.
No i te nieszczęsne Algerian eyes. Nie wiem, co mnie podusiło, żeby taki wzór wybrać. To znaczy wiem: bardzo jest piękny i naprawdę jestem pod ogromnym wrażeniem. Ale, nie wiem, czy ja podołam temu wyzwaniu. Znów się rzucam z motyką na słońce. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

***
Wracając do monotematyczności: koń robi się cały czas. Grzywa rośnie :) Może się wyrobie jednak. Ale nie zapeszam. A Wam dziękuję za doping, obserwację, uwagi i w ogóle: dziękuję :)

wtorek, 2 lutego 2016

Z innej beczki

Dzisiaj z innej beczki. Chciałam trochę złapać oddechu od muszli i Afrykanki oraz od nowości, których jeszcze nie zaczęłam, a na które się przygotowuję. Z tego też względu wyhaftowałam malutką sówkę, której wzór miałam z jednego z numerów Kram z robótkami. Sówka powstała z myślą o mojej przyjaciółce, która jak tylko zobaczyła to maleństwo, stwierdziła, że bardzo chce takie. Jednak zaznaczyła, że w kolorze to ona jej nie chce. Chce ją czarno-szarą. Prośba padła jeszcze wiosną tamtego roku - mnie jakoś nigdy po drodze z tą sówką nie było. Jednak zbliżają się jej urodziny w marcu, więc pomyślałam - a co tam. Fakt, nie byłam przekonana do szarości, jednak po wyhaftowaniu jestem zadowolona :) A oto maleństwo:



Ponadto zakupiłam, również muliny do konia i przyznam szczerze: dziwią mnie te kolory - tyle niebieskiego, że aż dziw. No ale będziemy haftować, będziemy widzieć, co to rośnie :) Mam nadzieję, że urośnie piękny rumak.


Dodatkowo zakupiłam również pudełko z bobinkami na muliny - uwielbiam porządek i nawinięte muliny na bobinkę - oraz Cross Stitch Collection z pięknym ślubnym samplerem. Zakochałam się w nim, a że owa przyjaciółka od sówki, ma w tym roku ślub, długo szukałam ładnego wzoru na prezent, aż trafiłam (a właściwie trafiła mnie strzała amora w samo serce).


 

 No to tyle z nowych nowości. Uciekam do pracy i do muszli :) Życzę wszystkim miłego dnia!

wtorek, 29 grudnia 2015

Oprawiona Nefretete

W końcu zmobilizowałam się i zakupiłam brystol, który potrzebny mi był do oprawy Nefretete. Niestety nie było morskiego koloru brystolu, więc wybrałam granat. Wiem - mało logiczne, ale jednak :) Brystol potrzebny mi był do tego, by zakryć pustą powierzchnię haftu, gdyż sam haft jest dość wąski, a tak wąskich ramek nie znalazłam. Podpatrując Wasze wspaniałe blogi, (aż tak genialna nie jestem, co by to sama wpaść na taki pomysł) zobaczyłam, że większość z Was tak robi, kiedy ma takowy problem jak ja.
Podsumowując ów haft, mogę stwierdzić, że daleko mu do ideału. Jest to pierwszy mój haft metodą liczoną, na czystej kanwie, ze wzorkiem w łapce. Ogólnie był moim trzecim w karierze. Dwa poprzednie to kanwa ze wzorem. Stąd też wszystkie niedoskonałości, mianowicie: nierówne krzyżyki, niepotrzebnie wyhaftowane białe tło, haftowanie (o zgrozo!) czterema nićmi, wyprasowanie mokrego haftu na zupełnie płaskiej powierzchni. Słowem: porażka! Jednakże, oprawiłam ten haft, bo to kamień milowy w mojej przygodzie rękodzielniczej, z którego mimo wszystko jestem dumna. Co więcej, każdy kolejny haft, to przecież krok do przodu, ale pierwszy krok mimo wszystko jest istotny (może najbardziej). Dumnie stanął sobie (bo jeszcze nie wymyśliłam, gdzie będą wisieć wszystkie) na półce i będzie mi przypominał, że warto próbować wszystkiego, bo może się okazać właśnie tym, czego szukaliśmy.




Dane techniczne:
Tkanina: Aida 14 Ct
Wzór: "Kram z Robótkami" nr 4/2005
Mulina: Ariadna, 13 kolorów
Ramka: zakupiona w Kauflandzie

Ponadto dzisiaj przyszła moja przesyłka, mianowicie prezent imieninowy od męża - czyli ja wybierałam, On płacił :) Poszalałam tym razem (za przyzwoleniem) i zakupiłam w pasmanterii Haftix, wszystkie muliny potrzebne do mojej Afrykanki oraz dwie, czarne Aidy. Dwie, ponieważ nie mogę się zdecydować, na której haftować: 16 Ct, czy 18 Ct. Ponadto zamówiłam: mały tamborek do muszli, trochę igieł, nici żyłkowe, bobinki, no i oczywiście mulinę Madeirę do wykończenia Gejszy. Swoją drogą zakochałam się w opakowaniu muliny Madeira. Zauroczył mnie widok tej muliny :)





Nic tylko brać się za igłę! Jednakże najbardziej smutną rzeczą w tym wszystkim jest to, że niestety muszę wziąć, ale nie za igłę, a za długopis - przede mną szereg esejów do napisania. Tak to jest, jak się zachciało robić doktorat - póki co, nici należy odłożyć na bok.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...